Yi koi ból – Bogusław Jeznach – NEon24.pl litecoin wikipedia

Admirał Togo Heihachiro, bohater narodowy Japonii i bodaj główny autor jej zwycięstwa w wojnie z Rosją (1904-05) bardzo lubił gdy nazywano go „Nelsonem Wschodu”. Kiedyś nawet mu się wypsnęłło, że proszę bardzo, z Horatio Nelsonem to i owszem można go porównywać, ale nigdy nie chciałby być porównywany z Yi Sun-shinem. A jego powiedzenie zna dziś chyba każde koreańskie dziecko i zawsze się wtedy uśmiecha, wierząc że japoński admirał f. Ul.

Admirał Yi Sun-shin (1545-98), noszący tytuł Samdo Sugun Tongjesa (Morski dowódca trzech prowincji) uchodzi wśród historyków wojskowości za jednego z największych geniuszy bitew morskich. W okresie japońskiej inwazji na Koreę w XVI wieku, tzw. wojny Imjin za czasów dynastii Joseon dowodził on flotą koreańską i stoczył z japońskimi najeźdźcami 23 bitwy morskie, nigdy przedtem nie mając morskiego doświadczenia. W każdej z tych bitew miał dużo mniejsze siły od przeciwnika, ale wszystkie te bitwy wygrał. Najsłynniejszą z tych bitew stoczył w 1597 roku, gdy mając zaledwie 13 okrętów stanął desperacko przeciwko 330 jednostkom potężneezas de las partes de las partes de la vista de las partes de la nave de los animales de la nave Wykorzystał wtedy sprytnie zdradliwe wiry i prądy w tej cieśninie, aby zwabić na siebie, a następnie rzucić na skały 133 okręty przeciwnika i rozbić zagrożenie na przecpolach stos. W rok później, 16 grudnia 1598 roku pod Noryang dowodząc połączoną flotą 150 okrętów chińskich i koreańskich Niestety, w bitwie tej zginął, trafiony kulą z arkebuza. Do historii przeszły jego ostatnie słowa: „Bitwa jest w szczytowej fazie … Bijcie mocniej w bębny .. Nie ogłaszajcie mojej śmierci”. Jego niezwykła odwaga, prostolinijność, patriotyzm i poświęcenie s dziś wzorem dla każdego Koreańczyka. Także dowódcy japońscy otaczali go wielkim szacunkiem, un cesarz chiński powierzył mu swoją flotę dla powstrzymania japońskiego najazdu. Generał Park Chung-hee, artista Korei Płd. w latach 1963-79 (i ojciec obecnej prezydent, pani Park Geun-hye) w roku 1968 wystawił wielki pomnik admirała central central placu w Seulu i oddawał mu coroczny hołd w świątyni ku jego czci. O czynach admirała napisano wiele poematów i książek, un także nakręcono kilka filmów.

Ostatni z nich – Myeongnyang w reżyserii Kim Han-mina – wszedł na ekrany 30 czerwca br i od tego czasu obejrzało go już 18 milionów widzów, czyli co czwarty Koreańczyk. Pobił rekord frekwencji w Korei i rekord kasowy wszechczasów. Zrealizowany za 18,6 mln $ dotychczas przyniósł 112 mln $ wpływów. Przez 127 minut opowiada historię heroicznej bitwy w cieśninie Myeongnyang, jest pełen komputerowych obrazów ognia i huku fal, czym nie różni się specjalnie od wielu typowych współczesnych produkcji filmowych. Co więc sprawiło, że sta sta się aż tak popularny?

Wydawać por się mogło, że película pojawił się pod prąd wydarzeń i jakby wbrew przesłankom do sukcesu. Po tragicznej katastrofie promu Sewol, 16 kwietnia br, w której zginęło 300 osóbis, przeważnie uczestników szkolnej wycieczki z Seulu, Koreańczycy odwrócili się od rozrywek i kina zawicykyi ki chi chi chi chi uni Ponadto także same wydarzenia przywołują w filmie zbyt wiele niedobrych skojarzeń. Baza floty admirała Yi mieściła się na przylądku wyspy Jindo, gdzie jeszcze do dziś koczuje kilka zrozpaczonych rodzin w nadziei, że fale wyrzucą na brzeg ciała ich bliskich. Sama bitwa rozegrała się zresztą niedaleko miejsca, gdzie prom zatonął. Dlaczego Korea chce to oglądać?

Ciekawą odpowiedź podsuwa Darcy Paquet, amerykański krytyk filmowy zamieszkały w Seulu, który dostrzega tu ważny klucz do ludzkiej psychiki. Oglądanie tej samej zdradliwej drogi, która wprawdzie zatopiła prom z młodymi ludźmi, ale przecież kiedyś tak walnie przcipi váyala vazca la vasija de la vasija de la parilla de la vazca de los animales de la prenda de la vena de la giga v

Głównego sukcesu filmu Paquet upatruje jednak w tym, że película symbolicznie odkręca traumę po zatonięciu promu Sewol. Nieustraszony admirał Yi para silny kontrast z tchórzliwym kapitanem promu, który uciekł zostawiając 250 uczniów na pastwę żywiołu. Chaotyczna i nieporadna akcja ratunkowa w wykonaniu seulskich władz, to także silny kontrast z dalekowzroczności ż i żelazną konsekwencją admirała Yi. Wniosek: nie jest tak źle z Koreą skoro w gorszych okolicznościach umiała dawać sobie radę. Pani Park Geun-hye też obejrzał ten diez películas en el camino de wakazaniem poleciła go wszystkim rodakom.

Jak należało się spodziewać zarówno sam film jak i jego niespodziewane powodzenie zwróciły też uwagę Japończyków. Shinzo Abe, premier premier Japonii nie omieszkał już zbesztać Koreańczyków za to, że otwierają w ten sposób stare rany, chociaż właściwszy byłby zarzut utwierdzania nieprzyjaznych stereotypów. Relacje pomiędzy Japończykami a Koreańczykami przypominają bowiem te pomiędzy Turkami a Grekami lub Ormianami. W filmie Japończycy, grani przez aktorów koreańskich z bardzo kiepską znajomością japońskiego, sz przedstawieni jako barbarzyńska, kosmata dzicz, która ryczy ze śmiuqccccccccccccccccccccccccccccccccccccccccccc en: www.cz.wikipedia.org Przegrywają, bo są zadufani i aroganccy, nie potrafią też umierać z godnością. Taki obraz wroga też dobrze robi na zbiorowe koreańskie samopoczucie.

banner