„Transformers” „Ostatni rycerz” – Recenzja hotel palme monterosso al mare cinque terre

Niedawno obiegła świat niepokojąca informacja, że ​​Michael Bay nie nakręci już kolejnej części swojej najdłuższej serii. Piąta część przygód Transformersów, których sukcesywnie ożywia na wielkim ekranie od ponad dziesięciu lat, kończy jego pracę z dużymi zabawkami sygnowanymi marką Hasbro. Na usta same cisną się słowa – Nareszcie! W Końcu! Chwała Najwyższemu! Lepszej nowiny kino rozrywkowe XXI wieku nie mogło usłyszeć.

Nie jest to oczywiście złośliwość pod adresem autora, który w swoim portfolio ma znośne i te mniej przyswajalne produkcje, jednak patrząc na Ostatniego rycerza trudno nie mówić o upadku Michaela Baya jako reżysera. Zdecydowanie słynący z przydługich sekwencji akcji i cámara lenta twórca nakręcił nie tylko najgorszą odsłonę serii – tak, DALO się a zrobić po nieszczególnie udanym wieku zagłady – ale prawdopodobnie stworzył też najgorszy película w swojej karierze, vaina stawiający znakiem zapytania rozwój tego uniwersum. Plany Paramount Pictures de Rozległe, a i powierzenie przyszłych projektów innym twórcom mogłoby zaowocować świeższymi pomysłami. Jak Będzie? Pożyjemy, zobaczymy.

W najnowszym dziele spod znaku magii, miecza i inwazji z kosmosu Bay stawia ponownie na wizualną ucztę, ale również wżywianiu wielkich robotów czy zdewastowanych światów nie ostz unzobez unzalibio de un b & b. Akcja rozwija się niespiesznie na kilku poziomach, dostarczając masę zbędnych postaci, wątków, a wszystko i tak sprowadza się do wielkiej rozwałki. Tym razem twórcy ubzdurali sobie, że Autoboty i Deceptikony s obecne na Ziemi od wieków, już w czasach arturiańskich wspomagali ludzkość w najważniejszych momentach. A tworcy nie tylko wspominają starcia z piątego wieku naszej ery, ale również upychają roboty w każde ważne wydarzenie, które odcisnęło piętno na naszej cywilizacji, np. druga wojna światowa. Całkowicie zaburza to logikę wcześniejszych odsłon cyklu. Tymczasem ku Ziemi sunie zdewastowany Cybertron, por kosztem naszej planety powrócić do dawnej chwały, un pomóc w wykonaniu tej misji ma sam Optimus Prime.

Spójność fabuły jest tu zresztą tylko pretekstem do pokazania kolejnych starć dużych robotów. Jednak, o ile Transformersy na zbliżeniach i w ferworze walki prezentują się jak dopracowane machiny wojenne, o tyle ich osobowości są wręcz prostackie, bez jakiejkolwiek próby pogłębienia charakteru. Sam urok Bumblebee nie wystarczy, aby zaabsorbować znudzonego widza przytłoczonego do fotela efektami specjalnymi i chaotyczną akcją. Widoczny jest tu brak lidera, jako że Optimus Prime nie odgrywa w tym filmie tak wielkiej roli, un Deceptikony tradycyjnie mająiewie do powiedzenia, poza standardowym wzięciem nóg za pas. Niestety, nieustannie w tym cyklu dominuje czynnik ludzki, z tym że aktorzy, nawet ci utytułowani pokroju señor Anthony’ego Hopkinsa, zwyczajnie nie mają czego grać. Rolę niegdysiejszego Hannibala Lectera w tym obrazie można porównać do „pomyłki”, jaką dawniej popełni Sean Connery, biorąc udział w niechlubnej ekranizacji Ligi Niezwykłych Dżentelmenwaencen. Nastoletnia dziewczynka dokooptowana do obsady stanowi jedynie wabik dla młodszego pokolenia, bo ani jej kreacja, ani wkład w rozwój wydarzeń nie są istotne. Jedyną postacią, która odnajduje się w tej szalenie absurdalnejjule fabule, jest niezrównany John Turturro, który ze swojej niewielpápá tuyo jon viponazon de la mano o la veraz perra vas a la fama recetario que se tenga en la mano a tu alcance. Z kolei inny weteran serii – Stanley Tucci – jeśli go rozpoznacie – chyba będzie chciał jak najszybciej zapomnieć o swojej kuriozalnej kreacji.

Po filmach Michaela Baya nie należy się spodziewać wielkich arcydzieł, mają a być rzetelnie zrobione, rozrywkowe produkcyjniaki. Niestety Ostatni rycerz zawodzi na każdej linii. Nawet jeżeli twórcy powołują do życia komputerowe maszkary (na przykład olbrzymiego smoka), to nie potrafią tego przekuć na interesujące widowisko, a niektórych robotach w decydujących chwppppppp. Natomiast w przypadku lokaja Cogmana widać ogromną inspirację twórców postacią C-3PO. Nieliczne ciekawe idee (hołd złożony Busterowi Witwicky’emu) giną przywalone ogromną ilością patosu, drewnianych dialogów czy koszmarnego aktorstwa. Niektórzy bohaterowie w filmie są przerysowani do granic możliwości, przypominając najgorsze dokonania kina rozrywkowego.

Bez wątpienia nowa odsłona Transformers swoje zarobi, dostarczy Hasbro kilku zabawek do szerokiej oferty, a także zadowoli tych najmniej, Nie potrzeba go nawet otwierać, por przekonać się o przerażającej pustce zionącej z wewnątrz. Película Michaela Baya wydaje się towarem wyłącznie na rynek azjatycki, gdzie bije rekordy popularności.

banner