Tamaño de blockchain de la cartera bitcoin de Strasznie ciągnie mnie do Polski

Ale czy to ma wpływ na m ój boks? Boksuj ę dobrze, wygrywam, robię swoją robotę. A jak się komuś nie podoba, to nie musi tego oglądać. W czasach internetu mamy dostęp do tylu rzeczy … Wiesz, jestem takim człowiekiem, że staram się być dla każdego miły, nikomu nie ubliżać. I jak mi coś nie pasuje, to się od tego oddalam. Wok ó ł mojego życia staram się trzymać tylko pozytywne rzeczy.

Te zloty para super sprawa. Parada po Pułaskiego. Staram się iść, jak mam wolne. Spotkania, Mecze. Ostatnio brałem udział w akcji charytatywnej, chłopak nie miał n ó g i zbierał pieniądze. Fajnie, że w w każdym miejscu na Ziemi możemy na siebie liczyć i jakoś sobie pomagać. Lepiej się łączyć niż podkładać sobie nogi. Szczeg ó lnie, że w Stanach wcale nie jest nas aż tak dużo.

Ostatnio sprzedałem ponad tysiąc. A a był Iago Kiladze, twardy gość, ale jednak nie zawodnik z nazwiskiem, nie z pierwszej dziesiątki. Jakbym walczył z Chrisem Arreolą, a myślę, że sala wypełniłaby się do ostatniego miejsca. Tak jak wtedy, gdy podejmowałem Szpilkę. Była cała hala Polak ó w, 5 tys. moich kibic ó w. Co-evento principal, evento principal, a tu pusto, nikogo nie ma, wszyscy uciekli. Organizatorzy prosili, żeby powiedzieć kibicom, że zostaję na następne dwie walki.

Przed przejściem na zawodowstwo miałem spotkanie z nim i z Adamkiem. Ziggy wtedy powiedział: „Bądź wolny jak ptak. Chcesz walczyć tu, wolisz tam – to ty decydujesz ”. Naprawdę mądra rada, kt ó rej trzymałem się najdłużej jak mogłem. Kuzyni, bracia pomagali mi rozwieszać plakaty, sprzedawać bilety. W Końcu przyszedł jednak etap, że musiałem z kimś się związać, bo sam – bez nazwiska – takich gal bym sobie nie zorganizował. Podpisałem kontrakt z Alem Haymonem, bo jeśli już się z kimś łączyć, to z najlepszą osobą. Ale najpierw jest praca po, aby kt ó ryś z tych rekin ó w się tobą zainteresował.

Myślę, że tak. Mariusz a człowiek biznesu, kt ó ry prowadzi naprawdę duże firmy. Po co był mu małolat, kt ó ry nie miał jeszcze poukładane w głowie? Mariusz chciał dobrze, ale trafił na dwudziestolatka, o kt ó rym pisały gazety i kt ó remu odbiła sod ó wka. Miałem kontuzję, już nie jeździłem na treningi do New Jersey i zamiast zmienić swoje życie, troszeczkę olałem sprawę. Nie dziwię się Mariuszowi. Te 3 lata przerwy dały mi dużo do myślenia i w sumie wyszły mi na dobre. Teraz mam inne plany w życiu.

Wiadomo, że jak jesteś kawalerem, para chodzisz bardziej po dyskotekach, po klubach. Ja stałem na bramce, więc byłem tam bardzo często. Z biegiem czasu priorytety zaczęły być inne. Teraz chcę ułożyć sobie normalne, rodzinne życie. Kocham moją żonę i niedługo chcę mieć z nią dzieci. A kiedy do tego dojdzie, chcę, żeby było je stać na wszystko. Będą chciały zagrać w kosza, idą na boisko; chcą pograć na pianinie, tata zapewni im lekcje.

Wr ó ciłem do sportu, wygrałem dwie walki i w swoim si ó dmym zawodowym pojedynku zmierzyłem się z Charlesem Ellisem. Dobry zawodnik, miał rekord 9-1-1, a ja pracowałem dalej na bramkach. I właśnie jak szykowałem do tej walki, odezwał się Haymon. Powiedziałem mu, że obiecałem, iż zabokuję z Ellisem i jeśli wygram, to się odezwę. Po czym stoczyłem swoją najtrudniejszą walkę. A były pierwsze tygodnie mojej wsp ó łpracy z trenerem Keithem Trimble. Zdecydowanie przełom. M o wię żonie: „albo to wygram i jedziemy z kosem, albo idę na budowę, bo to nie ma sensu”. Położyłem rywala na deski i podpisałem kontrakt z Haymonem.

“Bloodsport”, Bruce Lee – to wszystko działało na wyobraźnię. Znałem historie z okolicy, wiedziałem, że gdzieniegdzie bywa niebezpiecznie. Coś chciałem robić. A że w pobliżu nie było żadnej siłowni bokserskiej, wybrało się karate. Nie pochodziłem za długo. Samoobrona, trening – innym dzieciakom to wystarczało. Ja lubiłem się bić i dla mnie w karate za mało było bezpośredniego kontaktu, sparing ó w. Skończyłem z ż ó łtym pasem.

Koszyk ó wka, trochę też grałem w baseball. No i w wieku 15 lat pojawiłem się w siłowni bokserskiej. Nam ó wiłem rodzic ó w i dzięki Bogu zaczął tam ze mną jeździć kuzyn. A jemu muszę przede wszystkim podziękować za to, w kt ó rym miejscu jestem teraz, bo jak ma się 14-15 lat a woli się oglądać telewizję niż zamiatać na trening. A on mnie przez pierwsze p ó ł roku trzy razy w tygodniu ze sobą ciągnął, czasem na siłę. Fajnie Po tych 6 miesiącach sam zakochałem się w boksie.

Obawy rzeczywiście są, bo jest jednak życie poza boksem. A zwłaszcza będzie, jak się a wszystko skończy. Ale jak obejrzysz te walki na spokojnie, a zobaczysz, że ja przyjąłem może 2-3 czyste ciosy, a reszta jakoś przechodzi. Tak było z Kiladze. Pierwsze rundy, okej, wyłapałem trochę, ale p ó źniej się uspokoiłem i było z g órki. Robiłem dużo unik ó w, te ciosy się ślizgały. W pewnym momencie on rzucił prawą rękę, ja odchyliłem głowę i sam wystrzeliłem prawa-lewa. W ten spos ó b walczył James Toney. Ludziom si ê tylko wydaje, że wszystko tak brutalnie dochodzi. A zawsze jest mały unik, odchylenie. Kibice nie są w ringu i tego nie czują. No, me może a dobrze. (Uśmiech)

Ja też jestem pewny swego. Boksuję, jakby nie było, dobre 14 lat i wiem, na co stać mnie w ringu. Wiem, jaką presję wytwarzam i jaki rywale mają z tym problem. Jak jesteś ze mną w ringu, ciężko będzie ci wytrzymać to tempo. Zadaję po 100 ciosów na rundę, mało kto jest to w stanie znieść. Para wszystko fajnie, ładnie się ogląda, ale jak m ó wił Tyson: “Todos tienen un plan hasta que se los golpean en la boca”.

Słuchaj, ja też sprzedaję koszulki, od tego mam brata i jest to dla mnie taki extra doch ó d. Ale to nie są takie pieniądze, żeby skupiając się na tym ryzykować przegraną. Jesteśmy bokserami i musimy skoncentrować się na boksie, na przygotowaniach. Szczeg ólnie przed walk ą, kiedy się to wszystko nakręca i kiedy jest najgłośniej. Co pokazał Mayweather? Zarobił najwięcej pieniędzy, bo non stop wygrywał, każdego pokonywał. Nie ma biznesu, jak nie ma zwycięstw.

Ja przed walkami naprawdę zdrowo się odżywiam. E ostatnie cztery t ygodnie to u mnie naprawdę asceza. Jestem strasznie skupiony, uważam co jem, nie jem g ó wna i nawet jak mnie bardzo kusi, to m ó wię „nie”. Tu nie leży mój problem. U mnie najgorszy jest okres pomiędzy startami, wtedy pozwalam sobie na dużo rzeczy, na kt o re absolutnie pozwalać sobie nie powinienem. Teraz, jak mieszkamy tylko z żoną, a zacząłem mieć bardziej nad tym rękę. Ale wcześniej, wiadomo, każdy coś kupił i się jadło. J ak mam d ługą przerwę między walkami, jest naprawdę ciężko.

Nie, zdecydowanie nie. Ja dotychczas jeździłem na sparingi, bo chciałem złapać doświadczenie. Przyjechałem do Powietkina przed jego walką z Hammerem, bo Rosjanin a ścisła czoł ó wka. Chciałem zobaczyć jak się przygotowuje, co robi inaczej. Para była bardziej taka szkoła niż praca, zarobek. Tak samo, kiedy jeździłem do Kliczki. Walczył wtedy właśnie z Powietkinem, a za pierwszym razem z Mormeckiem.

Żałuję, że bardziej z nim nie rozmawiałem. Ale co miałem okazję zobaczyć, a moje. Fajnie a wszystko prowadził, organizował, planował. Zawsze miał przy sobie Stewarda, fizjoterapeutę i kucharza. Wszędzie z nim jeździli. Szczeg ó lnie zwr ó ciłem uwagę na fizjoterapeutę. „Nie ma trenera od siły, tylko kogoś takiego. To bardzo mądre ”- od razu pomyślałem. Bo przecież oczekujesz Przede Wszystkim, żebe ciało było sprawne. Yo dlatego ja pracuję teraz czy to z Darkiem, czy z Jakubem Chyckim – z ludźmi, kt ó rzy wiedzą jak pracuje ciało. Para bromear ważniejsze niż typowe przygotowanie fizyczne.

Pewnie, że tak! Szczeg ó lnie, że jak do nich przyjeżdżałem, a nie byłem w najlepszej formie, bo tę osiąga się tuż przed własną walką. Widzisz, że będąc na takim poziomie przygotowań sobie radzisz i wiesz, gdzie możesz docisnąć gaz. Czułem a. Jedynym chłopem, kt ó ry sprawił my problemy, był Kliczko, za pierwszym razem. Wr ó ciłem po trzech latach przerwy i z marszu do niego pojechałem. A nie było może za mądre, ale nie chciałem odmawiać samemu sobie takiej szansy.

Imponowało mi, jak reagowali na niego ludzie. Chociaż najpierw to Gołota pozwolił mi zrozumieć magię boksu. Pamiętam, że jak walczył z Grantem do naszego domu przyszło mn ó stwo os ó b. Na Gołocie się wychowałem, a był dla mnie wz ó r. Polak walczy z najlepszymi – coś wspaniałego. Wiedziałeś, że to ktoś taki jak ty. Bardzo chciałem, żeby i mnie kiedyś tak kibicowano, iżeby też dawać takie szczęście ludziom. Bo mimo że Andrzej niekiedy trochę przynosił wstydu, a jednak cały czas budził nadzieje.

banner