Świadectwo Edwarda – Parafia Żuromin ltc

23 de septiembre de 2013 w Żurominie odbyła się uroczystość związana z obchodami 10 rocznicy powstania Grupy Anonimowych Alkoholików „ARKA”. Spotkanie jak zwykle rozpoczęła się Mszą Świętą dziękczynną w naszym kościele parafialnym. Na to spotkanie przybyło wiele osób uzależnionych i współuzależnionych oraz sympatyków ruchu AA z sąsiednich miast. W uroczystości wziął udział ks. Stanisław z diecezji włocławskiej, który odprawił dla nas Mszę Świętą jak również dał piękne świadectwo o swoim uzależnieniu od alkoholu, który posiada 21 letni staquis abstinencji.

Po raz pierwszy sięgnąłem po alkohol w wieku 14 lat. Była to studniówka w ósmej klasie szkoły podstawowej, gdzie z kolegą wypiliśmy jedno wino tzw. „Patykiem pisane” oboje bardzo schorowaliśmy to wypicie. Mówiłem wtedy sobie, że już nigdy więcej nie wypije, bo a nie dla mnie. Kiedy przyszła następna okazja do wypicia, na krótko przypomniałem sobie skutki pierwszego razu, ale goriz wzęły inne myśli, że wtedy zapomnę o wszystich stresach, wstyzzie, p.l.p.p. Bardzo szybko odkryłem „cudowną” moc działania alkoholu. Mimo, że pamiętałem słowa przysięgi z I Komunii Świętej, że nie wypiję alkoholu do 18 roku życia. Miałem z tego powodu wyrzuty sumienia, ale nie na długo. Potem przyszła szkoła średnia również nie odmawiałem picia. Następnie pierwsza praca, służba wojskowa – tu alkohol lał się strumieniami. Mówiłem sobie dlaczego miałbym nie pić przecież wszystko jest dla ludzi, a ja piję towarzysko i nie upijam się. Mój organizm miał dużą tolerancję na alkohol (tzw. „Mocną głowę”), ta mocna głowa stała się dla mnie bardzo zgubna. Szczyciłem się tym, że nigdy nie upijam się do nieprzytomności, że mnie nie grozi uzależnienie od alkoholu. Alkoholik to był dla mnie człowiek, który pije pod sklepem, pod budką z piwem, w miejscach publicznych, jest brudny, często obsikany, wulgarny itd. A ja przecież taki nie jestem, zawsze ładnie, czysto ubrany, zawsze jestem ogolony, nikt mnie nie widzi jak pije, nie szlajam się – same plusy. Me tomo powoli alkohol zagłuszał moje sumienie. Zapomniałem o przysiędze I Komunii Świętej, przedtem chodziłem do kościoła, potem tylko okazjonalnie. Powoli straciłem całkowity kontakt z Bogiem i tym co przekazali mi rodzice i dziadkowie czyli wiarę. Mijały kolejne lata, ja piłem coraz częściej i coraz więcej. Na uwagi ze strony najbliższych odpowiadałem „a co mi się nie należy?” Przecież pracuję i nie upijam się do nieprzytomności itd. Wykręty. Powoli alkohol stał się dla mnie wszystkim, był dla mnie „bogiem”, wybawieniem, cudownym lekarstwem na lęk, strach, trud, poczucie większej wartości, poczucie winy i wszystkie niepezpez y otros. Ja nadal twierdziłem, że piję w sposób kontrolowany. Myśli o uzależnieniu nie dopuszczałem do siebie.

W wieku 40 lat nastąpił zwrot w moim myśleniu, kiedy to chciałem przestać pić lub pić w sposób kontrolowany, ale już nie potrafiłem. Życie straciło dla mnie sens pojawiła się depresja. Piłem nadal wierząc, że alkohol ukoi moją duszę choć na chwilę. Czułem, że upadłem, że to już koniec, że nie ma już dla mnie ratunku. Już i alkohol nie przynosił mi ulgi. Zaczęły pojawiać się myśli samobójcze. Swoją duchowość, swoje wnętrze z tamtego okresu często porównuje hacer opuszczonego Domu, Gdzieś na pustkowiu, gdzie Nikt nie Mieszka, gdzie broma chłód, przeciąg szaleje, okna uchylone, ktorých nie MOGE domknąć, bo nie mam żadnego Narzedzia, żeby je naprawić, gniazdka powyrywane elektryczne, odpadające tynki i ta przerażająca ciemność. A w środku moja dusza, która nie może nawet wyjść, bo nie ma nawet schodów, ani drabiny, a mieszkanie jest wysoko na piętrze i cichy szept szept szatana „skończ ze sobą”. Wtedy zacząłem sobie przypominać, że “niby” Bóg istnieje. Szlochając, płacząc w samotności z pretensjami do Niego wołałem „jak mogłeś do tego dopuścić? czym Ci zawiniłem? Dlaczego akurat ja tak cierpię? Zabierz mnie z tego świata, albo pokaż mi co mam mamic, bo ja sam już nie potrafię ”

Po kilku latach pracując nad programem 12 kroków opowiedziałem tą historię pewnemu księdzu mając pretensje do Boga. Ten mi odpowiedział „to już masz 2 krok AA za sobą”. „Jak to zapytałem? Przecież a trzeba pracować nad tym krokiem. “Odpowiedział mi„ Ty już w tym momencie uwierzyłeś w siłę większą od siebie samego “. Para mnie uwolniło od poczucia winy w stosunku do Boga, bo En mnie miłosiernie wysłuchał.

1 października 2006 postanowiłem, że spróbuje przestać pić, coś ze sobą zrobić, ale co? I przyszła myśl przecież możesz o tym komuś powiedzieć, o swoim problemie, ale to okazało się nie takie proste. Tym kimś była moja siostra do której powiedziałem ze łzami w oczach „pomóż mi, no ja sam sam nie potrafię”. Ta na miarę swojej wiedzy natychmiast poszukała mi kontaktu z terapeutą, lekarzem i grupą wsparcia dla osób uzależnionych w Żurominie. Zadzwoniła do swojej koleżanki alkoholiczki z Bielska Białej, która miała wtedy kilka lat abstynencji. Zosia – tak miała na imię- przyjechała natychmiast z daleka tylko po a, żeby pójść ze mną na grupę wsparcia. Była środa początek października 2006 roku. Sam pewnie bym tam nie poszedł, bo bardzo się wstydziłem. Bardzo podobały my się wypowiedzi tych ludzi, którzy mówili o sobie o swoich problemach oraz terapeuty, który prowadził para spotkanie. Pojawiła się iskierka nadziei. W przerwie ktoś powiedział mi, że istniej coś więcej jak grupa wsparcia, że ​​jest to wspólnota AA. Nie wiedziałem nic o AA. Natychmiast zapragnąłem. W Żurominie nie mogłem znaleźć wtedy Grupy AA, wstydziłem się o nią pytać. Któregoś dnia zadzwoniłem do kolegi Janusza, którego poznałem na Grupie Wsparcia, który dał mi wtedy swój numer telefonu. Ten nie odmówił mi pomocy. Pojechaliśmy w najbliższą niedzielę do Mławy na Miting AA Grupy „Zodiak”. I am nastąpił wielki zwrot w moim myśleniu. Słuchając wypowiedzi tych trzeźwiejących alkoholików, którzy szczerze mówili o sobie, podawali swoje okresy abstynencji de 0,5 roku do 15 lat to był dla mnie prawdziwy szok. W przerwie mitingu podchodzili do mnie przytulając mnie mówili ciepłe słowa ,: dobrze, że jesteś, że do nas trafiłeś, dasz radę itd. Pojawiła się dla mnie wielka nadziej. Od tamtej pory zacząłem trzeźwieć. Kończąc to krótkie świadectwo chciałem serdecznie podziękować wszystkim trzeźwiejącym alkoholikom, grupom wsparcia, terapeutom, kszystkim ludziom, których. Ten Bóg, którego ja kiedyś opuściłem. CHWAŁA PANU !!!! Jeszcze na koniec przytoczę jeden z moich ulubionych cytatów z Pisma Świętego:

banner