Rsskat84jd873b monte rosa hütte reserva

Po emocjach związanych z Pucharem Niemiec wraca Bundesliga. W meczu otwierającym 20 kolejkę FSV Mainz podejmie u siebie FC Augsburg. Na sobotę zaplanowano derby Bawarii, w których walczące o utrzymanie FC Ingolstadt postara się postawić liderowi Bayernowi Monachium. Interesująco zapowiada się również potyczka wicelidera RB Leipzig z potrzebującym punktów HSV Hamburg.

Ekipa z Moguncji po 19 kolejkach zajmuje dopiero 13 miejsce w tabeli. Jak na drużynę, która w zeszłym sezonie wywalczyła miejsce gwarantujące udział w Lidze Europy, a ogromne rozczarowanie. Podopieczni Martina Schmidta w ośmiu ostatnich meczach odnieśli tylko jedno zwycięstwo i postarają się odzyskać zaufanie kibiców po zeszłotygodniowej klęsce z TSG Hoffenheim 0-4. Jeśli gospodarze chcą zdobyć trzy punkty, muszą w pierwszej kolejności poprawić grę w ofensywie, z którą mają wyraźne problemy. Jedna bramka w trzech ostatnich potyczkach nie jest raczej powodem do dumy. Być może jest to spowodowane brakiem w składzie kreatywnego pomocnika, takiego jak Yunus Malli, który w zimie odszedł za 12,5 mln euro do VfL Wolfsburg. Schmidt musi teraz szukać alternatywnych rozwiązań w ataku i kiedyś w końcu je znajdzie. Im prędzej mu się uda, tym lepiej, bo rywale nie śpią i czekają na każde potknięcie. Nadchodzący mecz (dziś wieczorem o godz. 20.30) może być przełomowy. Póki co Mainz nie przegrało u siebie z Augsburgiem od 4 spotkań i liczy na podtrzymanie tej passy.

Niezwykle ciekawie zapowiadają się sobotnie derby Bawarii pomiędzy walczącym o utrzymanie FC Ingolstadt, a liderem i obrońcą tytułu Bayernem Monachium (godz. 15.30). Poprzednie spotkanie tych drużyn było bardzo emocyonujące, ale ostatecznie wygrał faworyt, czyli Bayern 3-1. Teraz wszystkie znaki na niebie i ziemi mówią, ¿cómo se llamará Podobnie? Statystyki są jednak brutalne: Ingolstadt de 2004 roku czterokrotnie mierzył się z monachijczykami i za każdym razem schodził z boiska pokonany. W 2011 roku uległ nawet 0-6, co do dzisiaj jest najwyższą porażką w trzynastoletniej historii klubu.

RB Leipzig po zeszłotygodniowej porażce w Dortmundzie 0-1 traci już do prowadzącego Bayernu cztery punkty. Jeśli „Czerwone Byki” chcą nadal liczyć się w walce o tytuł, a nie mogą sobie pozwolić na wpadkę z Hamburgerem SV. Jesienią podopieczni Ralpha Hasenhüttla nie pozostawili „Die Hanseaten” żadnych złudzeń, wygrywając aż 4-0, co było jednocześnie ich najwyższym zwycięstwem w aktualnym sezonie. Teraz RB Leipzig zagra u siebie w domu, gdzie wygrał 7 ostatnich potyczek. Pomóc w zdobyciu kolejnych trzech punktów mają powracający do składu: najlepszy strzelec zespołu Timo Werner (11 bramek) oraz Emil Forsberg, który zanotował już 8 asyst i zapewne na tym nie poppz. Trener nie będzie mógł jednak skorzystać z usług zawieszonego za czerwoną kartkę Marvina Commpera. W jego miejsce na środku obrony prawdopodobnie zagra 18-letni Dayot Upamecano.

Goście przystępują do tego meczu w dobrych nastrojach, ponieważ w dwóch ostatnich meczach udało im się zdobyć komplet punktów: tydzień temu sensacyjnie pokonali w lidze Bayer 04 Leverkusen: t Mimo a podopieczni Markusa Gisdola nie mogą spać spokojnie, ponieważ czeka ich niezwykle trudna walka or uratowanie się przed spadkiem do 2.Bundesligi. Wszystko wskazuje na to, że w zbliżającym się meczu będą musieli sobie poradzić bez najlepszego strzelca Nicolaia Müllera (4 bramki / 4 asysty), który zmaga się z kontuzją.

Trzecioligowe Sportfreunde Lotte to „czarny koń” Pucharu Niemiec. Ekipa Ismaila Atalana idzie przez rozgrywki jak burza. Najpierw sensacyjnie wyeliminowała dwa pierwszoligowe zespoły: Werder Brema i Bayer 04 Leverkusen, a wczoraj wygrała u siebie z drugoligowym TSV 1860 Monachium 2-0 i awansowała do ćwierćfinału! W kolejnym etapie rozgrywek zobaczymy także Borussię Dortmund, która po rzutach karnych pokonała Herthę BSC 1: 1 (1: 1, 1: 1) k. 3: 2.

Sportfreunde Lotte nie przestaje zaskakiwać. Drużyna Ismaila Atalana w tegorocznej edycji Pucharu Niemiec odnosi misma sukcesy. Mimo, że nikt nie stawiał jej w roli faworyta, a potrafiła wyeliminować znacznie silniejsze i bogatsze kluby. Przykładowo: ekipa Bayeru Leverkusen, którą Lotte pokonało w drugiej rundzie po rzutach karnych 5-4 jest wyceniana przez „transfermarkt” na 272,45 mln euro, z kolei wartość trzecioligowca wc.

Drużyna Atalana udowodniła wszystkim niedowiarkom, że grając z wielką pasją i poświęceniem można zajść bardzo daleko. Na słowa uznania zasługują także jej wierni fani, którzy tuż przed pierwszym gwizdkiem sędziego rozpoczynającym. W nagrodę ich ulubieńcy zaserwowali im wspaniały spektakl, pełen niezapomnianych emocji.

Pojedynek z „Lwami” był bardzo zacięty. Sędziujący to spotkanie Christian Dingert pokazał aż 10 żółtych i jedną czerwoną kartkę (w 90 minucie dla Ribamara). Goście pod wodzą nowego trenera Vitora Pereiry grali brzydko, raz po raz faulując, jednak na nic się to zdało, bo Lotte było od nich tego wieczoru zdecydowanie lepsze. W 28 minucie Kevin Freiberger oddał silny strzał z narożnika pola karnego, bramkarz TSV Benedikt Fernandez zdołał obronić, ale przy dobitce Jaroslawa Lindnera mógł jedynie bezradnie patrzeć jak futbolówka odbiazázz io Gospodarze prowadzili 1-0 i nie mieli zamiaru na tym poprzestawa. W ataku szalał Freiberger, który nie dawał obrońcom monachijczyków ani chwili spokoju. Każda jego akcja „pachniała” golem. Haga clic aquí para leer más sobre Sebastiana Boenischa TSV en przegrywało 0-2. Sebastien Boenischa połowy, tylko dzięki przytomnej interwencji. Na samym początku drugiej części gry, gości uratował słupek. Jednak jak to mówią: „Co się odwlecze, to nie uciecze”. W 58 minucie Freiberger w sytuacji sam na sam, ograł golkipera Stefana Ortegi Moreno, un następnie z zimną krwią wpakował piłkę do siatki, jednocześnie ustalając wynik meczu na 2-0. Po końcowym gwizdku sędziego na stadionie zapanowała prawdziwa euforia. Sportfreunde Lotte znowu puściło bukmacherów z torbami, a najważniejsze w pełni zasłużenie zagra w ćwierćfinale Pucharu Niemiec!

Do kolejnego etapu rozgrywek awansowała także Borussia Dortmund, która w hitowym starciu z ligowym rywalem Heryą Berlin wygrała, aczkolwiek dopiero po rzutach karnych 3-2. W regulaminowym czasie gry i w dogrywce było 1-1. Jako pierwsi na prowadzenie wyszli przyjezdni, konkretnie w 27 minucie, za sprawą reprezentanta Wybrzeża Kości Słoniowej Salomona Kalou. Dwie minuty po zmianie stron wyrównał wracający do formy Marco Reus. Nie zabrakło również kontrowersji. W 59 minucie najlepszy strzelec dortmundczyków Pierre-Emerick Aubameyang zdobył gola, ale… sędzia Deniz Aytekin go nie uznał, ponieważ jego zdaniem Gabończyk faulował bramkarza. Oczywiście trybuny stadionu zareagowały na to przeraźliwymi gwizdami i buczeniem. W 119 minucie drugą żółtą, a w efekcie czerwoną kartkę zobaczył środkowy obrońca BVB Sokratis Papastathopoulos. Berlińczycy zmusili ekipę Thomasa Tuchela do dużego wysiłku, ale w kluczowym momencie mieli mniej szczęścia i ćwierćfinał obejrzą w telewizji w telewizji.

banner