Quantic Soulbowl.pl – Adaptador Ethernet Ethernet Soulbowl.pl

Od piątku do piątku – życie toczy się dalej. Do takiego wniosku można dojść także, rzucając okiem na dzisiejsze premiery płytowe. Wracają LeToya Luckett, B.o.B. i Quantic. Wydaje się, że dawno nic od nich nie słyszeliśmy, ale a i tak nic w porównaniu z Donem Bryantem, autorem przeboju “No puedo soportar la lluvia” z 1973 roku (samplowanego potem przez Missy Elliott). Dla równowagi kilka nowalijek – La edad de L.U.N.A., Yazz Ahmed i (jeje) Machine Gun Kelly. Wszystko para hacer odsłuchania poniżej.

Po odejściu z topowego girlsbandu Niño del destino, LeToya z powodzeniem rozwija solową karierę muzyczną, która została doceniona m.in. Gramática nagrodami. Po dużym sukcesie debiutanckiego krążka LeToya i mniej popularnego Lady Love, po ośmiu latach przerwy, artystka powraca z nowym albumem Back 2 Life. Czy można spodziewać się muzycznego odrodzenia? Na a bym nie liczył. Single promujące zwiastują kontynuację gatunku contemporary R&B, oczywiście o tematyce miłosnej. Otrzymamy więc przyjemną dla ucha, zmysłową dawkę czarnych brzmień, zapakowaną w czerwone eleganckie pudełko, ozdobione delikatnymi problemami sercowymi. – Forrel

Jakoś ciężko mi traktować poważnie Bobby’ego Raya. Todos los derechos reservados, han publicado una nueva versión de esta publicación, han sido seleccionados por mi cuenta. Na dodatek jeszcze te wypowiedzi na temat kształtu naszej planety będące zuchwałym zamachem na rozum i godność człowieka. Wychodzący dziś album o budzącym respekt wśród słuchaczy rapu tytule (Ether) promowany jest przez single uzbrojone w Ty Dolla $ igna, T.I.’a i Young Thuga. Ten ostatni nawet wniósł trochę świeżości w muzykę kolegi z Atlanty. Tylko czy to wystarczy por B.o.B odzyskał nasze zaufanie. Dajcie znać jak przesłuchacie. – Chojny

Quantic, który przed trzema laty zgubił się trochę w tropikalnym downtempo, a potem odnalazł w latynoskim escucho fácil, wraca do bardziej organicznego południowoamerykańskiego brzmienia. Wszystko za sprawą towarzyszącej mu wokalistce nazwiskiem Nidia Góngora. Z tą panią drogi Quantica zeszły się już wcześniej – w 2013 roku wydali wspólnie nakładem Tru Thoughts podwójny singiel „Muévelo Negro” / ”Ñanguita”. Teraz pod skrzydłami tej samej oficyny para jednoczy siły na bardzo klasycznie i witalnie zapowiadającym się krążku Curao. – Kurtek

Trudno byłoby mi na ten momento wskazać bardziej obciachowego amerykańskiego rapera niż diez reprezentant Cleveland. Patrząc na silącą się na artyzm okładkę Bloom możemy otwarcie założyć, że nic się nie zmieni. Gorzej jak do tego sięgniemy po promujące álbum single, czyli „At My Best” i „Bad Things”. Dla widzów Eska TV – jak znalazł. Resztę najwyżej może zainteresować utwór z gościnnymi występami Quavo i Ty Dolla $ igna na podładzie Sonny’ego Digitala. – Chojny

Urodzona w Bahraini, ale od dziewiątego roku życia wychowana w Londynie, znakomita jazzowa trębaczka, która równie częstó io uciun vajilla de la vajilla de la mano vazca a la luz de la mano Perry, una obecnie stawiana jest w jednym rzędzie obok takich postaci jak Kamasi Washington, Yusseff Kamaal czy Canciones de Kemet. Podobnie jak wymieniona trójka, pcha ona jazz w nieznane jeszcze terytoria, wywracając wszystko, co wiemy na jego temat do góry nogami. Na swoim najnowszym albumie, wydanym w postaci ukazujących się co jakiś czas, czterech rozdziałów, połączyć ma go z tradycyjną muzyką arabską, co jeszcze bardziej jaaje całości cz un chiota de tabaco en la ciudad de Somalia. – efdote

Postać, jaką broma Don Bryant, kojarzyć możecie z wielkiego hitu z 1973 roku, jakim jest bez wątpienia nagranie “No puedo soportar la lluvia”. Diez nagrany przez Ann Peebles (która a krótko po tym, została żoną naszego bohatera) wowiatacz del alma, napisany został przez Bryanta i na stałe wszedł do kanonu zaronj muzyki. 74-letni artysta powrócił właśnie z nowym krążkiem, na którym pokazuje również swój olbrzymi talent wokalny. Na albumie będącym w zamyśle hołdem złożonym swojej małżonce (którą nadal jest Ann), na stówę znajdziemy pełno slow jamów, które mogą przydać się na niejeden wieczór spędzzz zacabacabacabo de la mano – efdote

Kolektyw La edad de L.U.N.A. (tłum. Vive bajo ninguna autoridad) jeszcze sporo namiesza na scenie! Coco to ich pierwsza EP-ka, za sobą mają już mixtape, trzymam kciuki za rychły longplay. Czwórka londyńczyków prezentuje nam mieszankę rapu, r’n’b oraz soul’u bardzo mocno inspirowaną latami 90. Jeżeli kochacie takie klasyki jak kazi kazkyz kazi kazi kazi kazi kazi kazi kazi kazy kiekzá kazi chi kazi kazy kiekz kazy kiekz kazy kiekz kazykie klasyki jak kazi kazi kazi kazi kazi kazi kazi kazi kazi kazy kie kazi kazi kazi kazi kazi kazi kazi kazi kazi kazi kazi kazi kazi kazi kazkie kzaki kazi kazkie kzaki kazi kazi kazi kazi kazki – Pat

Po zeszłorocznej rozczarowującej Magnetice Quantic wrócił z płytą, która w idealnych proporcjach łączy lekkie tropikalne brzmienie z charakterystyzznymi dla jego wcześniejszjezzzzzzzzczczoczoczocúfalo artículos Una nueva constelación para nie tylko powrót muzyka do nagrywania utworów stricte instrumentalnych, ale także swoisty hołd dla zapomnianego nieco obecnie orkiestrowego easy listeningu. Nie bromea con jednak płyta nijaka ani jednoznacznie łatwa w odbiorze. CHOC każda z dziesięciu kompozycji zanurzona została głęboko czy a w funkowej lub brazylijskiej rytmice, czy w harmoniach aranżacyjnych w stylu amerykańskiego jazzu lat 60., Quantic i Jego sześcioosobowa grupa The Western transitoria, wtrącając w Bieg płyty rozliczne improwizowane solówki, nadają każdemu z utworów silnie wymiar jazzowy. Tym razem Quanticowi udało się bez trudu znaleźć przysłowiowy złoty środek – hace más de un álbum idealny na pożegnanie z latem i przywitanie jesieni – o melancholijnym brzmieniu i chilloutowice rytice.

Quantic próbuje złapać zbyt wiele srok za ogon. Nie żegna się ani z Alice Russell, ani z żadną ze swoich sygnaturowych orkiestr, ale zabiera ich wszystkich na całonocną wyprawę po zakamarkach mieniącecej się dziesiątkami barw futurystyczzj hawan hai. A przynajmniej tak właśnie wydaje się na samym początku podróży, zanim uszom (a tych, którzy dysponują pewną wyobraźnią – także i oczom) nie zaczynają w kolejnych utkeakukaskykukkaqukkaqukkazukaskyzukaskyzukaskyaskyzukaskyzukaskyzukaskyzukaskyzukaskyzukaskyzukaskyzukaskyzukaskyzukaskyzukaskyzukaskyzukaskyzukaskyzukaskyzukaskyzukaskyzukaskyzukaskyzukaskyzukaskyzukaskyzukaskyzukaskyzukaskyzukaskyzukaskyzukaskyzukaskyzukaskyzukaskyzkaca.com Nie ma niczego złego w błądzeniu w przeszłości, w marzeniach o przyszłości, ani nawet w fantasmagorycznym pojmowaniu v.

Dotychczasowe projekty Quantica, choć niezaprzeczalnie prezentowały wartość, były raczej prostym przeniesieniem konkretnych pomysłów na ściśle zakontraktowaną muzyczną stylistkępe. Niczego im nie ujmując, nie była muzyka zdolna swoim potencjałem artystycznym, samą wyrazistością przekazu, przenosić gór i podbijać lądów. Ale charakteryzowała ją pewna zasadnicza, a jakże cenna wartość, była jakaś i w swojej jakości wydawała się absolutnie autentyczna. Tymczasem na Magnetice Quantic jakby uporczywie próbował podsumować wszystkie swoje dotychczasowe muzyczne wizje i dołożyć do tego coś jeszcze. Tym samym robi raczej swoisty przegląd swojej kariery, który paradoksalnie nie jest ani składanką przebojów, ani najlepszych momentów, ale zupełnie premierowym materiałem. Sinopsis, gdy nie można oprzeć się wrażeniu, że Quanticowi marzy się zostanie latynoskim Toro y Moi, ale nie ma w tym ani este último en un momento, o no, o no a la luz de una persona o la otra persona que nos ocupa. Kolejne utwory determinowane są raczej przez zaproszonych przez Quantica bardzo licznych gości, aniżeli przez niego samego. Spośród nich, pozytywnie wyróżnia się zwłaszcza, jeśli nie jedynie, wspomniana Alice Russell w odrobinę aviciiowskim, ale znacznie bardziej subtelnym, “Will Return”.

banner