PRODUCTO PLUS MONTEROSA TERME SPA

Dwa lata temu jubileuszowy 70.Tour de Pologne miał swój początek we Włoszech. Para właśnie tutaj w Dolomitach kolarze przejechali dwa pierwsze etapy touru. Czesław Lang, który jeździł we Włoszech przez 10 lat jako zawodowy kolarz zna te tereny bardzo dobrze. Swoje doświadczenie, znajmości i przyjaźnie postanowił wykorzystać do zorganizowania pierwszego amatorskiego wyścigu śladem Tour de Pologne. Chciał umożliwić kolarzom amatorom przeżycie tych samych emocji, które były udziałem zawodowców podczas Tour de Pologne w 2013 roku. Tour de Pologne Challenge Trentino odbył się w sobotę 6 czerwca. Start miał miejsce w Cavalese, a meta usytuowana by na na Passo Pordoi. Best a wierne odwzorowanie etapu Tour de Pologne UCI WORLD TOUR z 2013 roku. Wówczas na szczycie Pordoi triumfował Christophe Riblon, a żłłłą koszulkę lidera zdobył Rafał Majka.

W Tesero skończyły się żarty, jesli w ogóle ktoś miał ochotę żartować. To zaczął się ponad 10 kmrowy podjazd z 987 m na 2006 m.n.p.m. czyli ponad 1000 m przewyższenia. Peleton dość szybko porwał się na mniejsze grupy jadące różnym tempem. W jednej z nich zgodnie współpracowali Czesław Lang i Ignazio Moser – sin Francesco Mosera, zwycięzcy Giro d’Italia z 1984 roku. Najgorszy był odcinek trasy z 16% wzniosem. Słabsi zawodnicy już tutaj mieli problemy, a dopiero była połowa pierwszego podjazdu. Podczas piktkowego spotkania mówiono, że ten podjazd jest najtrudniejszy. Może i tak jest, ale dwa pzostałe są również bardzo wymagające. Należało niezwykle precyzyjnie ocenić swoje możliwości już na samym początku. Błędna kalkulacja kończyła się utratą sił i zakończeniem wyściu.

Zjazd z Passo Pampeago nie należał do najłatwiejszych. Pierwsze 8 kilometros a wąska szosa niezwykle kręta. Trzeba było być bardzo skoncentrowanym, ponieważ najmnieszy błąd mógł skończyć się upadkiem. Kolejne 7 kilometros zjazdu (razem ok. 15 km), a szersza szosa i trochę dłuższe odcinki pomiędzy zakrętami, ale nachylenie jest takie samo. Remero rozpędzał się błyskawicznie.

Po zjeździe z Passo Pampeago (2006 m) do Ponte Nova Birchabruck (872 m) trzeba było się na nowo sprężyć i zacząć pokonywać kolejny podjazd na Passo Costalunga 1752 m. Na każdym podjeździe były zorganizowane bufety i można było pobrać batony regeneracyjne i uzupełnić płyny w bidonach. Upał doskwierał wszystkim i sił ubywało z minuty na minutę. Cały czas trzeba było kalkulować zużycie własnej energii. Passo Costalunga, a dopiero około 50% trasy. Niestety na tym podjedzie wielu kolarzy zakónczyło swój wyścig i zostało odebranych z trasy specjanymi busami.

Zgodnie z przewidywaniami, wyścig zdominowali kolarze z Włoch. Wspinaczka na wysokość 2 tys. metrów a dla nich norma, a i kultura kolarstwa amatorskiego jest tutaj bardzo rozwinięta. Grupa 9 Włochów, która już wcześniej podkręciła tempo miała duże szanse wjechać na Passo Pordoi Przed resztą zawodników. No, ale z Passo Costalunga należało jeszcze zjechać i po raz trzeci zaatakować kolejny podjazd na 2239 m.

Dzielnie walczył Wacław Skarul, prezes Polskiego Związku Kolarskiego i Andrzej Piątek, dyrektor sportowy PZKol. Obaj pokonali dwie przełęcze, ale przed Passo Pordoi zrezygnowali z dalszej jazdy. O jedną górę za daleko. Nie lubię schodzić z roweru, ale dzisiaj musiałem. Skurcze mnie pokonały – mówił Wacław Skarul, który zapowiedział, żs spróbuje zmierzyć się z Pordoi za rok.

Zjazd z Passo Costalunga hasta 10 km i nie rózni się specjalnie od innych zjazdów. Łagodnieszy odcinek był tylko na samym początku i przez jakieś 4 km durante 5 km, jak ktoś miał siły, mocniej nacisnąć pedały i poprawić swoją średnią prędkość. Desde Vigo di Fassa 1380 m zaczynał się już podjazd. Hacer Canazei 1456 m, czyli odcinek ok. 10 km por z niewielkim przewyższeniem, ale jednak a cały czas pod górę. Trudno mówić tutaj o odpoczynku. Ci, którzy dotrwali do tego momentu mieli już zaliczone dwa bardzo trudne podjazdy, a przed sobą trzeci i do tego bardzo wymagający. Z Canazei na Passo Pordoi a około 14 km, un przewyższenie a prawie 800 !!! Na tym odcinku znowu część zawodników, mówiąc po kolarsku, strzeliła, czyli po prostu przestała kręcić pedałami. Pogoda zaczęła się zmieniać. Paliło słońce i momentami padał deszcz. Zmęczenie i skurcze dawały się we znaki wszystkim i każdy spoglądał coraz częściej na komputer rowerowy i liczył te ostatnie kilometros, a na końcu i metry. Mijały bardzo powoli, ale mijały. Por favor, haga clic aquí para ver más detalles en la balony na tle księżycowego krajobrazu Pordoi. Para było, co każdy zawodnik chciał ujrzeć.

Przez cały wyścig zgodnie współpracowali: Czesław Lang i Ignazio Moser – sin Francesco Mosera, zwycięzcy Giro d’Italia z 1984 roku. O dziwo tym razem syn nie pomagał w peletonie ojcu, właśnie Langowi, z którym przejechał niemal całą trasę. Przed wyścigiem zrobiłem z Francesco zakład o to kto wygra. Ja jestem weganinem, a on śmiał się, że na takiej diecie nie mam szans. Tymczasem weganie okazali się górą – cieszył się na mecie Lang.

Było a dla mnie wielkie wyzwanie. Nie byłem do końca pewny, czy wytrzymam trudy tego wyścigu, ale udało się. Wiem też, że a się "samo nie zrobiło". Bestaría a wynikiem wieloletnich treningów i startów w wyścigach. Zająłem 95 miejsce, ale nie o to mi dzisiaj chodziło. Chciałem po prosu przejechać linię mety na Passo Pordoi. Medalla Oprawię w ramkę i powieszę na ścianie. Życzę wszytkim kolarzom, żeby mogli doznać tego uczucia. Hacer zobaczenia w Trentino za rok. – powidział na mecie Krzysztof Kozanecki (EQUIPO SESAMISPORT – KK TARNOVIA).

banner