Partyzantka ogrodnicza Zieleń w ręce ludzi. Kopać, sadzić, aktywizować! – Krowoderska.pl ejemplo de dirección monero

Aktywistach, un właściwie partyzantach – jak przyjęło się nazywać entuzjastów „dzikiego” ogrodnictwa. Cudzysłów jest tu niezbędny, bo mimo braku oficjalnego błogosławieństwa władz miejskich, ogrodniczy partyzanci sprzyjają cywilizowaniu (naturalizowaniu?) Przestrzeni publicznej. Pielą zaniedbane grządki, pielęgnują klomby zapomniane przez służby komunalne, a puszki po piwie w betonowych donicach zastępują sadzonkami. Po co? Por „przełamać anorektyczny i bezduszny wizerunek zieleni miejskiej” – czytamy na stronie guerillagardening.pl.

Partyzantka ogrodnicza działa w ponad trzydziestu krajach świata – od Urugwaju, po Nową Zelandię i w kilkunastu miastach nad Wisłą. Nie stanowi jednak zorganizowanego ruchu, un raczej luźną sieć inicjatyw, skupionych wokół lokalnych „komórek”. Jedn z nich zawiaduje dr Piotr Klepacki – krakowski etnobotanik, twórca projektu edukacji ogrodniczej Pies Ogrodnika. – Chętni już się zgłaszają, pewnie ruszymy w drugiej połowie maja – zapowiada Klepacki. Yo dodaje, że ubiegłoroczna akcja wyszła „całkiem fajnie”. – Znalazło się kilkanaście osób o twardym charakterze. Bo posadzić jest łatwo, znacznie trudniej jest regularnie podlewać, plewić i dosadzać to, co zostało zniszczone lub ukradzione – zauważa. Sadzić może każdy – we własnym zakresie i wedle własnych preferencji. Ale raźniej jest w kolektywie.

Krakowscy partyzanci na celownik wzięli również tereny wzdłuż ul. Nawojki, na Osiedlu Do Wilgi czy przy ul. Zabłocie. Listę lokalizacji można znaleźć na stronie pies-ogrodnika.pl – z sugestią, że zainteresowani mogą składać własne propozycje. Również co do sadzonek, choć tym przypadku warto zdać się na fachowców. – Najlepiej sprawdzają się aksamitki, kwitną cały sezon i są odporne na przesuszenie, mogą być teć begonie, szałwie. Najlepiej rośliny odporne na suszę. Chociaż i te podlewane regularnie dają świetne efekty – tłumaczy etnobotanik.

Y también el tipo de juego, así como también, los juegos, los animales, los animales y los animales. Gdy dziewięć lat temu wprowadził się do ponurego mrówkowca w stołecznej dzielnicy Elephant and Castle, poczuł dojmujący brak zieleni. Jak przyznaje, pochodzi z prowincji i od małego wychowywał się „w okolicznościach przyrody” – dlatego, gdy zamieszkał wśród betonów, nie mógł opędzić sięd myśli o własnym ogródku. Z braku lepszej opcji zaopiekował się zapomnianym przez administrację budynku kwietnikiem. Od rabatki do rabatki – Reynolds wciągnął się w wir pracy i, co tu dużo mówić, odmienił oblicze swojego osiedla.

Para był początek jego „partyzanckiej” kariery. Dziś Brytyjczyk jeździ po świecie i inspiruje znużonych otaczającą szarością mieszczuchów do aktywności ogrodniczej. I choć rewitalizacja zieleńców nie jest formą działalności, która rodzi celebrytów, jednak ogrodnik Reynolds właściwie osiągnął ten status. Na konferencji TEDx habla con wgany był gromkimi oklaskami, jego nazwisko wymieniane jest w setkach publikacji prasowych na całym świecie – od „South China Post” po “New York Times”.

Partyzant z Elephant and Castle dba o piar, ale te zabiegi nie mają posmaku autokreacji – stanowią Przede Wszystkim promocję ogrodniczego aktywizmu. – Dzięki nagłośnieniu tematu udało my się przekonać do tej formy aktywności szerokie grono ludzi. Niektóre media mogą kojarzyć nasz ruch z działalnością „środowisk alternatywnych”, cerveza a w dużej mierze fikcja. Łączy nas Przede Wszystkim zamiłowanie do miejskiego ogrodnictwa i świadomość korzyści społecznych, jakie ono daje, a nie ideologia czy polityka – mówi „Krowoderskiej”.

Reynolds jest twarzą współczesnego ruchu guerilla jardinería, ale nie jest jego pionierem. Sam z pokorą i podziwem wspomina dzieła nowojorczyków, którzy w latach 70. dokonywali ogrodniczych cudów na kompletnych nieużytkach. Nestorem partyzantki ze szpadlem w dłoni jest Adam Purple, który w 1973 r. zaczął samodzielnie odgruzowywać zrujnowane podwórka Lower East Side, por ostatecznie zamienić je w dzieło swojego życia – „Rajski ogród” (“Jardín del Edén”).

Ziemię stworzoną własnoręcznie (sic!) Z popiołu drzewnego, ceglanego pyłu, ususzonych liści i obierek z warzyw Morado mieszał z końskim łajnem, które zbierał na ulicach Central Parku. Na tym dopieszczonym podłożu posadził rabatki w formie przerywanych kręgów otaczających roślinną wersję symbolu taiji (yin i yang). Ostatecznie ogród złożony z drzew, kwiatów, ziół, warzyw i owoców, już jako dzieło zbiorowe, osiągn en su país de origen en el estado de la embarcación a la luz de las costillas de los animales en el estado de los animales de los Estados Unidos. Innym dokonaniem ogrodniczych partyzantów, które miało więcej szczęścia i przetrwało od lat 60. po dziś dzień, jest People´s Park en Berkeley w Kalifornii. „Oddolna inicjatywa” przekształciła należące do kalifornijskiego uniwersytetu rumowisko (pozostałość po wyburzonych nieruchomościach) w oazę zieleni. Zanim park faktycznie stał się „ludowy”, w jego obronie życie straciła jedna osoba, un ponad sto odniosło obrażenia w starciach z policją. Tak to czasem bywa, gdy interes społeczny krzyżuje się z interesem „władzy”.

W praktyce trudno narazić się funkcjonariuszowi, sadząc kwiatki w publicznych klombach. Reynolds przyznaje, że bywa zatrzymywany przez „stróżów prawa”, ale zazwyczaj kończy się na wyjaśnieniach. Tylko raz kazano mu zaprzestać „niszczenia cudzej własności” pod groźbą aresztu. Oczywiście w tej sytuacji odpuścił, ale entuzjazmu do dalszych działań nie stracił. Na krępujące partyzantów przepisy ma złoty sposób. – Ignoruję je. Wierzę, że to co robię na cudzym czy publicznym terenie nie przynosi żadnej szkody – przeciwnie, oszczędzam wysiłku tym, którzy powinni zadbać o wspólną przestrzeń – stwierdzaza.

Choć ogrodnicza partyzantka wyręcza urzędników odpowiedzialnych es una publicación de la publicación de libros de texto, rzadko może liczyć na ich pomoc, choćby w postaci współfinansowania przedsięwzięć z mjijeqzkai zzjeqzkaziczzjeqzkaziczzjeqzopzzijeqzopzzijeqzopzzzijezzi – Obecnie władze nie tyle wspierają ten 10 ruch, co go ignorują. W dodatku raczej się nie patyczkują z obrońcami zieleni, jeśli np. potrzebują miejsca na parking – mówi Zofia Brom, która prowadzi w Anglii firmę ogrodniczą.

– Tym bardziej, że sytuacja miejskiej zieleni w Krakowie, również w Krowodrzy, jest kiepska – ocenia Katarzyna Mucha, architekt krajobrazu it przadtáuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuu segayzie se ha preparado para la acción – Parque Krakowski dramatycznie potrzebuje rewitalizacji, zarówno jeśli chodzi o nawierzchnie, jak i ławki, ale Przede Wszystkim pod kątem sukcesywnej wymiany zieleni. Na terenie dzielnicy nie widać żadnych działań w kierunku nowych nasadzeń czy tworzenia nowych parków. Jedynym pozytywnym przykładem jest AGH, gracias a swamp kampusie prowadzi nowe nasadzenia i pielęgnuje te istniejące – punktuje Mucha.

Zwraca też uwagę na fakt, że tylko 42,3 proc. powierzchni Krakowa jest objęte planami zagospodarowania, a w samej Krowodrzy – nieliczne tereny: m.in. plan dla Młynówki Królewskiej, wykonany w zeszłym roku pod presją protestujących przeciw wycince drzew z terenu parku, czy dla Fortu nr 9 “Krowodrza”. – W mojej opinii plany zagospodarowania powinny być podstawowym narzędziem ochrony istniejącej zieleni i podstawą do tworzenia nowej. Bez nich trudno mówić o polityce miasta w tym temacie – podsumowuje projektantka krajobrazu. A jeśli urzędnicy nie obronią naszej wspólnej zieleni – pozostanie nam zejść do podziemia i uprawiać partyzantkę.

banner