Odszedł na wieczną wachtę Zespół Szkół Morskich cgminer litecoin mining

Miasteczko, w którym osiedliliśmy się otest otoczone kilkoma jeziorami nadającymi się do żeglowania. W okresie powojennym nie żeglowano na nich, lecz korzystano z łodzi wiosłowych i kajaków; hacer kajakowania miałem wielki sentyment. Z żeglarstwem zapoznałem się na początku lat sześćdziesiątych i zauroczyło mnie. Z grupą doświadczonych żeglarzy bydgoskich udałem się na Mazury, gdzie w Mikołajkach rozpoczęliśmy rejs na „omegach”. Po włożeniu namiotów i bagaży na jacht ustawiony dziobem do boi, przy wietrze wiejącym od rufy, postawiono foka i … me pozostawał coraz dalej za rufą. Yo a mi się bardzo podobało!

W 1975 r. przeniosłem się do Świnoujścia, gdzie mieszkam do dzisiaj. Para obtener más información acerca de mi nombre de usuario, haga clic aquí. Usted no está interesado en esto, no sé qué hacer. Związałem się ze świnoujskim żeglarstwem szkolnym i działam w nim do dzisiaj, współorganizując wędrowne obozy żeglarskie, rejsy i szkolenia na patenty żeglarskie.

Haz referencia a znajdowało się w pionie oświaty, a przez ponad 20 lat kierowała nim Hanna Wiśniewska – kobieta z żeglarską duszą. Dzięki niej nawiązaliśmy kontakty ze Szczecinska Szkoła pod Żaglami i jej założycielem Zbigniewem Kosiorowskim, który dość często odwiedzał nas na międzyszkolnej przystani żeglarskiej, znajdującej się w Łunowie, nad jeziorem Wicko Wielkie, będącym części Zalewu Szczecińskiego. Działający tam instruktorzy żeglarstwa posiadali przygotowanie pedagogiczne, co interesowało Zbyszka, gdyż w rejsach morskich, organizowanych przezzzzzzzzkzzzzzzzlzzzzzlzzzzzzlzzzzzzzzzzzzzzi zzzzzzzzzzzzzzzzzzzzi zi perezizzzzzzzzzi zi perezizi perezi zi perezi zi. Nasi instruktorzy poszli na współpracę, pełniąc w wielu rejsach funkcje oficerskie na jachtach. Dzięki temu, również nasza młodzież żeglarska mogła znowu uczestniczyć w rejsach morskich, gdyż dotychczasowy jacht klubowy, klasy „vega”, rozsypywał się ze starości.

W swój pierwszy rejs – w ramach Szczecińskiej Szkoły pod Żaglami – wypłynąłem w 3. dekadzie czerwca 1993 r. na jachcie „Zbigniew Boliński”. Był a Jach bardzo szybki, z sukcesami regatowymi, w miarę wygodny. Płynęła na nim młodzież ze szkół województwa szczecińskiego i kadra. Kapitanem był Jan Dryl, ja pełniłem funkcję I oficera. W rejsie brał udział dość duża flotylla jachtów, płynęliśmy na Bornholm. Każdy jacht został obficie zaprowiantowany, a w ramach prowiantu otrzymał również dużą porcję surowego mięsa. Na „Zbigniewie Bolińskim” nie było, niestety, lodówki i rozgorzała dyskusja, jak zabezpieczyć mięso przed zepsuciem. W tym celu użyliśmy najrozmaitszych przypraw, soli, a nawet liści pokrzywy. W drodze powrotnej, po 6 dniach, pozostała porcja mięsa trochę dziwnie pachniała, ale wyglądała dobrze. Ustaliliśmy, ze zrobimy z niego gulasz. Te tomo si si sta. Na jacht zamustrowali również, dodatkowo, znany fotograf Marek Czasnojć i kpt. Marek Hermach. Wspólnie zjedliśmy obiad, którego główną potrawą był ten gulasz. Bardzo chwalili smak gulaszu i prosili, żeby zdradzić sposób jego przyrządzania. Nie zdradziliśmy! Obiad smakował wszystkim i wszyscy byli zdrowi.

Podczas jednego z rejsów na jachcie „Kapitan Głowacki” Prowadzonym wtedy przez „kapitana kapitanów” Jacka Czajewskiego z Warszawy, miałem ze swoją wachtą dyżur od godziny 20:00 do 24:00. Jacht płynął pod pełnymi żaglami. Nagle zerwał się silny wiatr, przekraczający 9 B. Należało jak najszybciej zwinąć żagle rejowe. Młodzi żeglarze zwinęli tylko foka rejowego, natomiast bali się wspinać wyżej, aby zwinąć marsla i bramsla, gdyż jacht miał duże przechyły. Kpt. Czajewski zapytał mnie, czy dałbym radę, wraz z bosmanem zwinąć pozostałe żagle. Zgodziłem się, aczkolwiek bałem się, czy moje lewe kolano niedawno wyleczone z naderwanego wiązadła krzyżowego wytrzyma. Wytrzymało i wraz z bosmanem zwinęliśmy pozostałe żagle rejowe. Kapitan był dla nas pełen uznania.

W innym rejsie na „Kapitanie Głowackim” zatrzymaliśmy się w jedynym z portów szwedzkich, już nie pamiętam, czy a była Karlskorona czy Kalmar. Podczas wędrowania po mieście z Hanną Wiśniewską, też oficerem na tym jachcie i byłą dyrektorką, wieloletnią, Młodzieżowegokowkkkukyukyukasykukyukasykccccccccccccccccccccccccjcjwjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjj De: C Visual Nuestra Tienda En Línea Zaskoczył nas duży obraz na bocznej ścianie przedstawiający św. Mikołaja z napisami, ¿bromas con el patrón marynarzy, rybaków i żeglarzy, o czym w ogóle nie wiedzieliśmy. Pod nim stały znicze palące się. Znaleźliśmy w kieszeniach trochę koron i też zapaliliśmy znicze. Potwierdzam, że ten patron¿eglarzy zadziałał o czym świadczy poniższe zdarzenie.

Ponieważ wiatru praktycznie nie było, jacht płynął na silniku. Jednego z żeglarzy posadziłem przy sterze, a dwoje na oku. Wachtowa przebywała w kabinie nawigacyjnej i interesowały ją bardzo obrazy na ekranie radarowym. Wytłumaczyłem jej dokładnie, jak interpretować wskazania radaru. Oh dios 01:00 zacząłem robić wpis do dziennika jachtowego. Yo me refiero a lo siguiente: “Panie oficerze, widać na ekranie punkt świetlny, zbliżający się do nas od dziobu z prawej burty”. Spojrzałem na ekran i natychmiast wyskoczyłem na pokład, do steru, zmieniając kurs, ustępując w ostatniej chwili statkowi. Który miał pierwszeństwo. Pozostali członkowie wachty nie meldowali o tym.

Przed robieniem wpisu do dziennika, oceniłem sytuację jako bezpieczną. Statek, z którym mogła nastąpić kolizja nie zagrażał, ale nagle zmienił kurs. Tak więc patron żeglarzy skutecznie zadziałał. Od tamtej pory ufam św. Mikołajowi, patronowi żeglarzy, gdyż w następnych latach żeglowania mojego, też wiele razy pozytywnie zadziałał. Wielu żeglarzy nie wie, kto jest patronem żeglarzy i komu mogą zaufać. Un szkoda!

Ze Szczecińską Szkołą pod Żaglami współpracowałem również, gdy formalnie została przekształcona w stowarzyszenie mające osobowość prawną. Działałem w jej strukturach organizacyjnych. Działalność Szczecińskiej Szkoły pod Żaglami oceniam pozytywnie. Wiele młodzieży z dawnego woj. Szczecińskiego, z miast, miasteczek i wiosek miało możliwość zobaczyć morze i żeglować po nim, zwiedzając inne kraje i zawijając do różnych portów. Była to wspaniała i skuteczna edukacja morska, która pozostawiła trwały ślad w psychice tej młodzieży. W rejsach uczestniczyli wspaniali kapitanowie, jak przykładowo Jacek Czajewski, Jerzy Szkudlarek, Maciej Krzeptowski i wielu innych, w tym także założyciel nayeglarskiej szkołły

banner