Mantén la calma y sé hermosa. Restaurante etíope czerwca 2012 los angeles

2. Otrzymałam dziś maila od firmy Bandi z informacją o zbliżającej się mega promocji! Jeśli zrobimy zakupy w ich sklepie internetowym w niedzielę podczas trwania finałowego meczu Euro, do każdego zakupionego kosmetyku otrzymamy drugi taki sam ¡GRATIS! Dlaczego o tym piszę? Nie, Bandi mi za to nie płaci xD Sama mam zamiar skorzystać z tej oferty, myślę, że jest baaaardzo korzystna, dlatego stwierdziłízamam ż Kl Kl Kl

Przede wszystkim miałam bardzo dużo nauki- wiedziałam, że obrona pracy licencjackiej a egzamin ustny, podczas którego odpowiada się pytania z całych trzech lat studiów. Egzaminy ustne to moja zmora- nie potrafię się skupić podczas odpowiedzi, dlatego plot as głupoty i wychodzę na idiotkę, pomimo tego, żwiedzę na dany temat mam zazwyczaj sporą, bo pilnie siesta?

Tak właśnie kreację założyłam na obronę- to moja ukochana suknia, do której wzdychałam miesiąc, zanim ją kupiłam. Dorwałam za 90zł w outlecie: P Kupiłam ją na wesele rok temu, teraz noszę tylko od wielkiego święta. Na mnie jest troszkę dłuższa, pomimo tego, że kupiłam rozmiar 34- ja jednak nie mam nóg tak długich jak ta modelka: P Poza tym noszę na sukz en un chi / n de trabajo en un chi / n de trabajo en un chi / n de trabajo en un chi / n de trabajo o en un chi / ma.

Tego dnia postawiłam na delikatny, wprost minimalistyczny makeup- BeBik BRTC (który daje ciekawy, naturalny efekt), bronceador Elf (użyty w w.). (El estado mental urbano). Haga clic aquí para obtener más información (choć tym tuszem ciężko jest tuszować subtelnie- daje świetny efekt, ale o tym innym razem). Na powieki nałożyłam matowy beżowy cień L’Oreal, również od Marty, ale zapomniałam go sfotografować …

Nie ruszają mnie czarne koty czy przejście pod drabiną, ani nawet piątek trzynastego. Przesądna staję się tylko przed ważnymi egzaminami. Wtedy zawsze zakładam czerwoną bieliznę, biorę ze sobą coś starego, coś nowego, coś niebieskiego i coś pożyczonego. Tym razem niebieski był parasol, pożyczony pojemnik na ciasto od mamy. Rolę nowości pełnił pomadko-błyszczyk Celia, który dostałam od Obsession. Haga kompletu- staruszek miś. Mam go od 6 klasy podstawówki- już wtedy nazwałam go Szczęśliwym Misiem (ach, cóż za oryginalne imię …), gdyż pomógł mi zdać testy po podstawówce i wygrać niejeden konkurs (konkurs) kyka kykurs (taka) Od tej pory towarzyszy mi we wszystkich ważnych chwilach i nigdy nie zawodzi 🙂

Poza tym ten cały durny egzamin to pochłaniacz pieniędzy! Nigdy nie przypuszczałam, że a wszystko będzie aż tyle kosztować. Wyobraźcie sobie, że za wydanie dyplomu trzeba im zapłacić 60zł (jeśli wybierzemy dyplom w języku polskim + angielskim, cena wzrasta do 100zł). Dodatkowo życzą sobie aż 6 zdjęć- więc wczoraj Kasia poszła i cyknęła sobie fotki … u najlepszego fotografa w mieście. Cena też była najlepsza- 65zł za 6 zdjęć w formacie dyplomowym i 4 w formacie legitymacyjnym. Do tego doliczcie kwiaty, prezent dla promotorki (btw. Co można kupić promotorce ?!), ciasta, kawa, woda mineralna (forma dyskretnej łapówki dp imp.) kolorowo kosztuje 1zł, pewnie zapłacę około 50zł …). Słowem- jestem megaaaa zła (i mega spłukana …)

Przedstawiam Wam przedziwny kosmetyk, który kupiłam rok temu przy okazji robienia zakupów na Dzień Matki. W sklepie z biżuterią Diva upolowałam dla mojej mamy piękny naszyjnik z sową, a dla siebie … niepozorną srebrną kulkę, kryjącą w środku jeden z najlepszych balsamów búho de los biquiscos de los animales de compañía. Waniliowy balsam do ust Diva – choć jest ‘made in China’ – podbił moje serce (dopóki nie zainteresowałam się składem).

Konsystencja zależna jest w dużej mierze od temperatury- jednak nawet w zimie nosiłam go w torebce i czekając na autobus maziałam się nim namiętnie. Szybko ogrzewa się pod wpływem maziania go paluchem- jego konsystencja staje się wtedy bardzo zbliżona do Carmexa (zupełnie inna niż różany balsam Styx- który pod wpływem mazianiay stazia vizcaya). Jest taki … balsamiasty xD Nie wiem, jak to opisać- nie kremowy, nie oleisty- przypomina raczej taką niezbyt gęstą maść. Bardzo dobrze rozprowadza się na wargach.

Użytkowanie: Kosmetyk jest biały, ma kremową konsystencję. Pachnie świeżo, cytrynowo, ale nie nachalnie. Zapach nie utrzymuje się na włosach zbyt długo po spłukaniu. Rozprowadzona na włosach odżywka znika- znaczy nie pieni się, nie tworzy takiej kremowej warstewki- po prostu ma się wrażenie, że odżywka się wchłonęła. Ja nakładałam jej niedużo, odżywka jest naprawdę wydajna- chociaż nie czuć i nie widać jej na włosach podczas aplikacji, po spłukaniu efekt jest wyraźny.

Efekty: Ja stosowałam ją tradycyjnie- na umyte włosy nakładałam trochę (na długość, nie na skalp) i po około 5 minutach spłukiwałam. Efekty? Włosy łatwiej się rozczesywały, nie plątały w ciągu dnia. Odżywka ma za zadanie wygładzać- jak sobie z tym radzi? Oczywiście nie sprawi, że loki nagle się wyprostują jak po działaniu prostownicy. Jeśli jednak ma się takie włosy jak ja (lekko niepokorne, puszące się, ale nie kręcone), odżywka daje radę z ich ugrzecznieniem. Włosy miałam wyraźnie bardziej lśniące i prostenie było mowy o puszeniu się. Jednocześnie odżywka nie obciąża włosów- nie wzmaga tłuszczenia, nie obciąża włosów u nasady. Dobrze współpracuje z wcierkami (łączyłam ją z Jantarem i teraz z wodą pokrzywową) oraz z szamponem Babydream. Dla mnie była idealnym uzupełnieniem pielęgnacji włosów po spłukaniu oleju, kiedy chciałam tylko delikatnie nawilżyć włosy bez niepotrzebnego obciążania.

banner