Kryptowaluty – czy warto Jakie kupić Inwestycja w bitcoin się opłaca INNPoland.pl cómo depositar efectivo en la billetera de bitcoin

Zasadniczo uważam, że tak dziś, jak i w każdym innym momencie warto zainwestować w bitcoina. Ale jeżeli rozmawiamy już o terminie spieniężenia takiej inwestycji, w w krótkim terminie – powiedzmy, w perspektywie kilku miesięcy – kurs może się jeszcze wielokrotnie zmienić. Dopiero w dłuższej perspektywie taka inwestycja wydaje się pewniejsza. Mówimy o latach – może dwóch, może pięciu. Zasadę można by sprowadzić do następującej: jeżeli chcemy zarabiać na bitcoinie w krótkiej perspektywie, będziemy musieli znaleźć czas, por być na bieżąco z wszystkimi wahaniami. W kilkuletniej perspektywie możemy pozwolić po prostu rosnąć wartości kupowanych kryptowalut.

Bańka? Bańki były na rynku bitcoina i jeszcze nie raz będą. Tak jak na dotcomach czy nieruchomościach. Na bitcoinie było już kilka baniek, z których przynajmniej dwie były zauważalne również dla obserwatorów z zewnątrz. Byłbym zdziwiony, gdyby dziś nie było bańki na tym całym szaleństwie, które wiąże się z technologią blockchain – stojącą również za bitcoinem. Tyle że 90 proc. ludzi na świecie nie jest przygotowanych na to, por korzystać z wszystkich dobrodziejstw tej technologii. Nawet banki traktują blockchain w podobny sposób, jak technologie, których już od dawna używają …

…a właśnie to połączenie nowej technologii ze starą, tradycyjną gospodarką pompuje tą bańkę. Moda na blockchain nie jest jedynym czynnikiem na tym styku: powiązania ze „starą” ekonomią, sprawiają, że każdy kryzys w tradycyjnej gospodarce – wszystkie te Brexity, Grexity itp. – również przyczyniają się do pompowania notowań bitcoina. Jak są zawirowania, szczególnie walutowe, bitcoin od razuidzie w górę. Widać, że ludzie po prostu nie mają innego dobra, w które mogliby płynnie i szybko uciec przed kłopotami. Zatem za notowaniami bitcoina nie stoi wyłącznie czysta spekulacja.

Jedna z największych kopalni bitcoina w Europie, na Islandii. • Fot. YouTube Ale ten dzisiejszy kurs wielu polskim inwestorom mrozi krew w żyłach. Dziesięć tysięcy złotych za coś, co kosztowało kilkanaście złotych? Jeżeli przeciętny zjadacz chleba ma na koncie te trzydzieści czy pięćdziesiąt tysięcy złotych, por kupi sobie te trzy czy pięć bitcoinów. Un jak kurs zanurkuje …

Kurs na pewno będzie się estabilizował na poziomie niższym niż dzisiejszy, ale wyższym w stosunku do średniej, jaką mieliśmy rok czy dwa temu. Przeciętnemu zjadaczowi chleba doradzałbym prostszą opcję: to, co mu zostanie z zarobków – te kilkaset, czy nawet kilkadziesiąt złotych – wkładać w kryptowalutę. Mamá takiego znajomego, który co miesiąc jakieś pozostałości nie wydanych zarobków wkłada wcłada cztery kryptowaluty, głównie w bitcoina. Nie dba o kurs, kupuje nawet przy obecnej bańce, bo zakłada, że ​​sprzedawał będzie te Kryptowaluty dopiero, idc na emeryturę. W dłuższej perspektywie uśrednia się zysk, ale i straty.

W górę pchają go czynniki zewnętrzne, w dół ciągną przede wszystkim wewnętrzne – to, co dzieje się z samą kryptowalutą, np. ataki hakerskie czy dyskusja o dublowaniu bitcoina. Natomiast pozytywne zjawiska w tradycyjnej gospodarce nie obniżają wyceny kryptowalut. Chyba że w grę wchodzą zachowania graczy na rynku i manipulacja – np. kiedy chiński bank centralny zapowiedział rozmowy i kontrolę największych giełd kryptowalut, zrobiono z tego newsa, że ​​”Chiny zamykają giełdy”. Inwestorzy zaczęli wyprzedawać, wycena gwałtownie spadła. Tym rynkiem też rządzi psychologia tłumu.

Ostatni prawdopodobnie nigdy nie zostanie wydobyty, bo nagroda będzie się dzielić w nieskończoność. Ale będzie ich na rynku 21 milionów – w 2123 roku. Tylko że ilość tych, które jeszcze można wydobyć systematycznie się kurczy: co cztery lata nagroda jest zmniejszana o połowę: najpierw co 10 minut wykopywano 50 bitcoinów, potem 25, tera – 12z. Kolejne przepołowienie nagrody czeka nas w 2020 roku. Czyli już dziś ciężko jest wydobyć bitcoina …

Tylko, że wykopanie bitcoina przez przeciętnego człowieka już jest praktycznie niewykonalne, od początku 2014 r. Był a już problema olbrzymi. Już dawno, jako górnicy, przestaliśmy się bezpośrednio łączyć z siecią bitcoin, żeby kopać. Czymy się z kolektywami, tzw. pool czy kopalniami: mamy kolektyw, który ma potężną pulę mocy obliczeniowej, to on się łączy z siecią bitcoin, a nagrodę co najwyżej dzieli na wszystkich partycypujących, którzy dali swoją moc obliczeniową do pool. A słyszałem już o pomysłach na kopalniach, które będą nowo wydobyte bitcoiny wrzucać na rynek i sprzedawać je drożej – na zasadzie „czysty, świeży, prosto z bloku”.

Indywidualny kopacz to może być co najwyżej duża firma, z potężną infrastrukturą mocy obliczeniowych, która kopie dla klientów. Para są setki milionów, a może miliardy – upakowane w technologie. Trzeba zaprojektować i wykonać układ takiej kopalni, a na jego bazie stworzyć urządzenia kopiące. Jest cała inżynieria tych urządzeń: żeby były jak najbardziej wydajne, zżerające możliwie najmniej prądu, jak najlepiej chłodzące. Haga tego dochodzi choćby szukanie, jak najtańszych taryf na prąd, bo energia pochłania 30 proc. urobku – im niższą cenę znajdziemy, tym więcej urobku zachowamy. Jest wiele elementów, które mają wpływ na kopanie.

Kryptowalut z potencjałem spekulacyjnym jest dużo, teraz tokeny dają też wysokie zwroty – choć trzeba wiedzieć, jak je kupić. Ethereum – jak i bitcoin – nie ma rozbudowanej infrastruktury, obie sieci przepychają się na rynku, próbuje się zabiegów, żeby pewne rzeczy można porło kupować tylko za jedną z nich. O bitcoinie mówi się, że “jest ciężki” albo “nie jest eko”.

Tak, bitcoin dostarcza je przez pełną otwartość i dostępność technologii. Podobnie litecoin, który miał być takim srebrem obok bitcoinowego złota. I w tej roli się sprawdza – ma inne założenia, lepiej się sprawdza przy szybkich przelewach i technologicznie się rozwija. Ale a stara waluta, starsza niż Ethereum czy tokeny z ICO. O Ethereum wielu z nas sądzi, że jest naprawdę świetne, ale nie ma jeszcze tak rozwiniętej infrastruktury, por za jego pomocą dało się robić te rzeczy, które z kolei oferują tokeny emitowane en un árbol

ICO ściągają z rynku mnóstwo pieniędzy, torują drogę kryptowalutom w światowej gospodarce. Pokazują, jakie mozna rzeczy por robić za pomocą blockchain. Ale tak jak z bitcoinem – mamy go od ośmiu lat i ilość jego zastosowań – w stosunku do możliwości – jest ograniczona. A skoro ludzie nie korzystają z bitcoina tak, jak por mogli, a trzeba sobie też zadać pytanie, co zrobią z projektami, które dziś są robione w ramach ICO. Bo one też są świetne, ale w każdym biznesie liczy się komercjalizacja. Więc skoro będziemy mieć produkty, które będą komercjalizowane za – kto wie – może dwadzieścia czy trzydzieści lat a dzisiejsza euforia jest analogiczna do euforii na punkcie bitcoina.

ICO jest fajnym otwarciem szlaków, ale w pewnym momencie i tu nastąpi weryfikacja sytuacji. I wszyscy się będą zastanawiać, czy chodzi tu o te projekty, które stoją za ICO, czy możliwość szybkiego zarabiania na emitowanych przy tej okazji tokenach. Kto nie jest świadomy tła tej sytuacji, albo nastawia się na szybki zysk, albo nie uczy się na błędach i historii – co jest zgubne, na każdym rynku.

banner