Kolorowy świat włóczek i mulin monero aplicación de minería de Android

Zgromadziłam już potrzebne kolory mulin do wyhaftowania Matki Boskiej z Dzieciątkiem. Wczorajszy dzień spędziłam przy komputerze na przenoszeniu krzyżyka po krzyżyku schematu i mam super wyraźny wzór do haftowania. Wydrukowałam go sobie w dwóch wersjach (kolor i czarno – biały). Każda część jest formatu A-4 więc po połączeniu otrzymam pokaźnych rozmiarów schemat. Nic mi nie umknie w gąszczu krzyżyków, półkrzyżyków i backstitchów.

Okazało się, że zdobyczny skan oryginalnego schematu po wydrukowaniu i dokładnym przyjrzeniu się wszelkim znaczkom i liniom pozostawiał trochę do życzenia. Mogłam go wykorzystać ale wolę mieć wszystko wyraźne na sto procent. Posłużył mi więc jako wzór do wrzucenia znaczków, krzyżyków w lepszej jakości schemat. Nie wykorzystałam schematów bo z rosyjskojęzycznych gazetek w porównaniu hacer oryginału są według mnie słabsze (wygląda na to, że ściągnięto je z oryginału wprowadzając zmiany, broma mniej przejść kolorów, linii, po wyhaftowaniu obrazek będzie mniej plastyczny, ma nie tam półkrzyżyków w szacie Matki Boskiej itd.).

W mojej biblioteczce pojawiła się nowa książka z zakresu robótek na drutach. Jest duża, ciężka, z kolorowymi zdjęciami i ilustracjami. Zawiera dość pokaźny zbiór wzorów na druty ale …. moim zdaniem autorka poszła na skróty. Wzory są proste, łatwe, w większości znane. Autorka proponuje wykonanie różnego rodzaju bluzek, sweterków itp. W każdym opisie (przewidziano tylko jeden rozmiar) wykonania robótki jest zdjęcie ściegu, schemat a zupełnie nie wiadomo jak ma wyglądać gotowy wyrób. Pytanie: Czy pójdę na żywioł i zrobię bluzkę, sweterek opisany w książce nie wiedząc jak w zamyśle autorki ma wyglądać? Nie, nie zrobię bo nie lubię grać w ciemno. Mam wyobraźnię ale chyba nie dam sobie rady z zadaniem "Odgadnij, co autorka miała na myśli".

Zdjęcia przedstawiające gotowe wyroby (jest ich trochę) nie zawsze wiadomo jak i do którego opisu dopasować. Wydaje się, że część z nich to jedynie ozdobniki stron. Nazwy sweterków, bluzek, których nie widzimy w książce, przeszły moje oczekiwania: Sweter z wzorem liści – zauważy go twoja przyjaciółka. Dekolt V mile widziany na molo w Sopocie i na Krecie. Spacer nad Bajkałem tylko w swetrze z warkoczami. Nowy mercedes i sweter z oryginalnymi warkoczami zapewnią ci dobre samopoczucie. Studentko, w takim swetrze zdasz każdy egzamin. Bella, powie Włoch widząc cię w tym swetrze. Przyznacie, że są zachęcające. Niestety nie wiem jak wygląda sweter, który mogłabym założyć a Włoch powiedziałby o mnie Bella. Wiem jak wygląda mercedes i posiadanie go poprawiłoby mi samopoczucie ale podobno mam mieć jeszcze lepsze gdy do mercedesa założę własnoręcznie zrobiony sweter z warkoczami. Na Boga, jak on ma wyglądać? Pani autorka nie zadała sobie trudu, żeby nam go pokazać.

Nikt mnie nie przekona, że ​​skoro część wprowadzająca (nauka robienia na drutach) jest opracowana przyzwoicie i ma wzory ściegów na druty to jest to książka godna polecenia. Nie jest, takie mam prywatne zdanie i opinię. W każdym kiosku mogę przejrzeć pierwszą z brzegu gazetkę robótkową i znajdę w niej opisy, wzory ściegu, vatkkowe obz Vuki kawasky kawaski kasku wukaskow zukkowe ł y Obeyrzę i wiem czy mi się podoba czy nie, czy warto zrobić a może odpuścić sobie. Szkoda pieniędzy na tę książkę.

We wtorek i piątek (to dzień targowy na warszawskim bazarze Wolumen) kupiłam sobie (sprzedawca – jakiś opalony, nie nasz) kilka tunik różne já ugo ugo Codziennie mogę być inaczej ubrana w ciągu jednego tygodnia. Tuniki pochodzą od polskiego producenta, każda jest nowa, były na nich metki. Na straganie wisiało ich całe mnóstwo aż dostałam oczopląsu. Zestaw prezentowany na zdjęciu kosztował mnie 140 złotych (sto czterdzieści). En dos więc policzyć, że za jedną tunikę zapłaciłam 20 złotych. Jestem zadowolona, ​​w tunikach czuję się świetnie i podobno wyglądam nieźle w każdej z nich.

W międzyczasie byłam w Hali Marymonckiej i tuż przy bocznym wejściu zahaczyłam o stragany z odzieżą, których właścicielkami (właścicielami) i sprzedawcami są nasi rodacy. Poszperałam między wieszakami i wynalazłam 5 sztuk takich samych tunik (metkami tego samego producenta), które kupiłam na Wolumenie. Zapytałam o ceny i po usłyszeniu odpowiedzi prawie przysiadłam. Każda kosztowała 65 złotych. Niezła przebitka cenowa. Nie dałam się nabrać. Moje były dużo tańsze.

Kupując produkty spożywcze też uważnie patrzę na ceny, bo różnice s niekiedy porażające. Dlaczego jedna z kaw rozpuszczalnych kosztuje w markecie w granicach 20 – 25 złotych (zależy czy jest akurat promocja czy nie) a w polskim sklepie dochodzi nawet do 35 złotych za to samo opakowanie? Podałam akurat przykład kawy bo często ją kupuję dla mamy.

banner