JJ CALE (1996) bitcoin litecoin ratio

Swobodna, rozluźniona, miła atmosfera – relajado, jak powiedzieliby Amerykanie. Nadużywa się tego terminu, ilekroć pada hasło J.J. Un znaczy en tylko tyle, co swobodny, beztroski. Czyli w odniesieniu do muzyki J.J. Cale’a, znaczy tyle co nic. Wygodne określenie, które przylgnęło z braku lepszych słów, wszystko. I choć za chwilę artysta powie mi, że to jego muzyka jest recostado un nie on sam, oczywiście jemu zawdzięczam wspaniałą atmosferę tej rozmowy. Taki już jest ten facet z Oklahomy, chociaż nie wszyscy faceci są tam tacy. Sam się kiedyś zakochałem w Oklahomie – zjeździłem wzdłuż i wszerz stan, z którego pochodzi J.J. Ostrzegano mnie, że nic tam nie ma, ale ja wiedziałem czego szukać. Yo dlatego znalazłem. Ten en cuenta que no se puede utilizar, sino que se trata de un programa de trabajo.

Brak, bardzo brak. Ale to mój dwunasty album, a na większości poprzednich gram z innymi muzykami. Oczywiście, że brakuje interakcji. Robiąc wszystko w oparciu o elektronikę uzyskuje się jednak inny efekt. Zaryzykuję twierdzenie, że to nieco inny rodzaj sztuki. Zaplanowałem ten projekt w taki właśnie sposób, kiedy przystępuję do pracy, przestaję się zastanawiać, czy mi czegoś brakuje czy nie. Robię swoje. Postanowiłem nagrać ten album, tak, żeby różnił się od tego, co robiłem do tej pory. Takie były założenia.

Tak, a en. Delaney Bramlett i chyba jeszcze Jerry Allison, dziewczyna, która występowała z Buddy Holly & Los grillos. Grali wtedy na płycie Claptona, a ja ich wszystkich dobrze znałem. Miałem nagranie, którego nie mogłem sprzedać, więc rozdawałem je na prawo i lewo. Autopromocja. A oni kombinowali, jak mi pomóc. I ktoś z nich podłożył a Claptonowi, na sam wierzch pliku płyt …

Para było trochę inaczej. Ja jestem od nich starszy o parę lat. W Tulsie były trzy szkoły średnie i Leon chodził do innej. Ale kiedy zaczęliśmy grywać w klubach, zaczęliśmy też prowadzać się razem, bo tacy już są muzycy. W końcu dotarło do nas, ¿no nie zarobimy na chleb w Oklahomie i pognało nas do Kalifornii, choć migracja jest chyba bardziej odpowiednim słowem.

Leon został, bo znalazł pracę. Jako muzyk studyjny grał na fortepianie na płytach innych wykonawców. Ja próbowałem grać po klubach, zająłem się także realizacją dźwięku. W dzień pracowałem, w nocy grałem, starałem się też pisać piosenki, żeby coś sprzedać na boku. Ale nic mi nie szło. Tak się w końcu spłukałem, że wróciłem do Oklahomy z gitarą na gregen i załapałem się do zespołu grającego país y occidental. Tak więc z Kalifornii przegnała mnie sytuacja finansowa, taka jest prawda. A napisałem już wtedy i nagrałem Después de la medianoche, doszedłem jednak do wniosku, ¿¯ s nic z tego nie będzie, nikt o mnie nie usłyszy, nie zarobię złamanego centa … Poddałem się. Machnąłem ręką na cały show-business. Wróciłem do Oklahomy i ponownie grałem w klubach. Był koniec lat 60-tych.

Wpadła w ręce bardzo niewielu osobom. Ja na niej nie śpiewam. Zostałem zatrudniony jako inżynier dźwięku i producent. Miałem nagrać album z aktualnymi przebojami, a że aktualna była akurat psychodelia… Wybrałem piosenki, zatrudniłem muzyków, znalazłem kilku wokalistów, dorzuciłem dukwoki, un surtido de artículos en la habitación. Zabawne, ale płyta nigdy się nie ukazała w Stanach. Rozeszła się za to w Europie i ilekroć rozmawiam z kimś z Europy, zawsze przypominają mi ten album. Najwyraźniej znacie u siebie te płytę.

No a nie muszę ci tłumaczyć, kto to byli Texas Playboys. Wtedy słuchało się tylko país, przynajmniej było w radio. Trochę jeszcze rhythm ’n’ bluesa. Yo oczywiście muzyki popularnej. A wtedy w Oklahomie pop oznaczał orkiestry swingowe. Bob Wills królował na wszystkich stacjach w Oklahomie i Teksasie. Musiało więc, jak sądzę, wpłynąć jakoś na moją psychikę, kiedy pojawił się rock’n’roll. Byłem młody, miałem 14 czy 16 lat i od razu mnie wcięło. Para była muzyka mojego pokolenia. Ale zanim się a stało – istniało tylko país.

Z pewnością. Był także zaangażowany w ruch związkowy, wielu ludzi miało go za komunistę. A w Oklahomie a nadal bardzo brzydkie słowo… Upłynęło wiele lat zanim o nim usłyszałem, chociaż pochodził z sąsiedniego miasteczka. Ale masz rację – przez politykę. Jego komentarze odbiegały od sposobu myślenia ludzi ze Środkowego Zachodu. Mógł znaleźć zrozumienie na obu Wybrzeżach, ale nie w domu.

Wybrałem się do Nashville po raz drugi, bo było bliżej niż do Kalifornii. W tamtych czasach dobre studia nagraniowe należały do ​​rzadkości. Dzisiaj jest ich pełno, ale wtedy nikt nie wiedział, na czym to polega. Dobre studia znajdowały się jedynie w wielkich miastach: w Nowym Jorku, w L.A., w Chicago… Nashville nie jest duże, cerveza de muzyczne centrum, dlatego zdecydowałem sięz nagrać pierwszy album.

Miałem kontrakt z wytwórnią Mercury. “Número Ocho” por ostatnim albumem, jaki dla niej nagrałem. Le doy la palabra a wszystko. Doszedłem do wniosku, że zrobiłem już to, miałem zrobić. Potrzebowałem trochę czasu dla siebie. Przez cały czas dokonywałem nagrań, tyle tylko, że ich nie wydawałem. Grałem koncerty w Stanach, ale przez pięć lat nie ukazała się moja płyta. Potem podpisałem umowę z firmą Silvertone należącą do dystrybucji BMG i zamieściłem nagrania z tych pięciu lat na albumie „Travelog”. Ale przerwa dobrze mi zrobiła. Stałem się już na tyle niezależny finansowo, że mogłem nagle przestać tyrać. Nie żałuję tych pięciu lat…

Para wyznanie prowokuje mnie do pytania: kiedy po tylu latach starań zdobyłeś wreszcie uznanie, nadal trzymałeś się w cieniu. Czy a był świadomy wybór? Czy leży, po prostu, w twojej naturze? Wolałbym powstrzymać się od użycia określenia, którego tak bardzo, w stosunku i do twojej muzyki i do osoby, nadużywano: relajado. Czy jesteś aż tak „wyluzowany”?

Ja nie jestem recostado. Moja muzyka – tak. Ale nie ja. Gdybym był aż tak beztroski, jak moja muzyka, nigdy bym nie osiągnął tego, co osiągnąłem. Ale cały aspekt rynkowy – występy przed przypadkową publicznością, promocja płyt, MTV – strasznie mnie zniechęca. Przez tak wiele lat grałem w zespole albo zajmowałem się realizacją dźwięku. Trudno było mi pogodzić się z faktem, że nagle zostałem facetem w centrum zainteresowania. Powoli przyzwyczaiłem się do tego, bo moje piosenki zrobiły się znane. Ale Nie Jestem se relajó. Natomiast moja muzyka – owszem.

Álbum „Guitar Man” bromea inny … a prawda. Oba ostatnie albumy są nieco inne. Moje wczesne płyty miały charakter, jaki dziś określa się hasłem „desenchufado”. Me moja gra była faktycznie bardziej oszczędna. Niech no pomyślę… Chyba po płycie „Número ocho” nie mogę już nazywać swojego stylu relajado. Trochę więcej nut, trochę więcej ozdóbek… Nic takiego, w porównaniu do innych gitarzystów. Jedynie w porównaniu ze mną samym.

Para tylko pseudonim estradowy. Nic nie znaczy Mamá na imię John, czyli Johnny. Johnny Rivers występował w Los Angeles wczesnych latach 60-tych i zgłosiłem się kiedyś na przesłuchanie do jego zespołu. Właściciel powiedział mi: Mamy już Johnny’ego Riversa, ty jesteś Johnny Cale… a nie wygląda zbyt dobrze na plakacie – nie masz nic przeciwko temu, żeby ci zmienić imię? Odpowiedziałem mu: Rób co chcesz, bylem tylko dostał tę pracę! Nazywał się Elmo Valentine. Był właścicielem klubu Whisky A Go Go w Hollywood. Nada, ahora te imito y me voy. Ale wierz mi, ono naprawdę nic nie znaczy. A poza tym nazwisko się zgadza. Ludzie opowiadają, że J.J. Znaczy a, J.J. znaczy tamto… Ale to wszystko nieprawda.

banner