Frank ocean Soulbowl.pl – Soulbowl.pl cómo hacer dinero gratis en línea paypal

Z pewnością większość z era zna i widziała klasyka wśród filmów o miłości, czyli Śniadanie u Tiffany’ego, adaptację prozy Trumana Capote, gdzie główne roli zagrali Audrey Hepburn o Forzhaz Zazi Gazhazi. W 1961 roku produkcja otrzymała 2 statuetki Oscara, obie za utwór „Moon River”, skomponowany przez Henry’ego Mancini. Nagranie zdobyło również nagrodę Grammy w 1962 roku w kategoriach Registro del año oraz Canción del año. Nie dziwi zatem, że “Río de la Luna” trafił do kanonu muzyki filmowej i latami był chętnie brany na warsztat przez takie tuzy jak Aretha Franklin, Barbra Streisand, Louis Armstrong, Elton John Czy Amy Winehouse. Hazlo tego grona do n nczył niedawno Frank Ocean – z okazji wczorajszego święta zakochanych artysta postanowił podzielić się z fanami swoją wersją tej hollywoodzkiej ballady.

“Moon River” w wykonaniu Oceana dość znacznie odbiega od oryginału, stanowiąc jednocześnie piękny i uwspółcześniony hołd dla tej kompozycji. Mamy nawarstwiające się, „spiczowane” wokale, cięższą niż w oryginale akustykę oraz nieco mrocznego klimatu. Tak powinno się robić covery. Warto też wspomnieć, że bromas de pierwszy znak kreatywności od Franka. Czyżby przesłanki o jego tegorocznym wydawnictwie miały się szybko ziścić?

Długo oczekiwany następca Canal naranja – Rubia Franka Oceana zaskakuje nie tyle rozmyślną formą wydania, ale samym brzmieniem. Océano nie tylko NIE wyszedł naprzeciw oczekiwaniom fanów, ale mając w Pamięci zaledwie szkice swoich poprzednich Projektów, napisał się zupełnie desde nowa, serwując słuchaczom nieprzewidywalny godzinny viaje, dzięki ktorému po raz kolejny Udalo mu się dołożyć cegiełkę hacer dynamicznie rozwijającego się brzmienia i charakteru Nowego świadomego R&SEGUNDO.

Też właśnie dlatego Rubio przy pierwszym odsłuchu stanowi dla słuchacza pewne wyzwanie – już począwszy desde rozpoczynającego Krazek singlowego “Nike”, które przetworzonym, mocno s pitchowanym wokalem uderza w te misma tony, co Nieszczęsny Początek współtworzonego przez Oceana “Mi Dispuesto corazón” ostatniej płyty z Jamesa Blake’a. „Nikes” ma jednak nad kompozycją Blake’a tę przewagę, że nie wybija z nastroju, ale go tworzy i wprowadza – niezręzzzyotzota de animales sevilla de animales a lo largo de las costillas de los animales de los animales. Ocean zaczyna od mocnego stylistycznego manifestu wprowadzającego niczego niedomyślającego się jeszcze słuchacza w swoją wizję post-muzyki. A dopiero początek. Poczucie Pechoduce pochoduje jednak nie tyle (a) Puchas de Grasa de par en la red de la red de la red de la red de la red de la red de la red de la red. Jednocześnie taki sposób pisania i wykonawstwa piosenek sprawia wrażenie bardziej naturalnego i równoważy produkcyjne wybiegi poczuciem bliskości i espontaniczności.

Koncepcja półrefrenów Gesto powścibianych w ewoluującą, mieniącą się niekiedy Awangarda tkankę a nie z pewnością a, Czego słuchacze i krytycy spodziewali się po Oceanie – z początku rzecz Może wydać się odstręczająca, zwłaszcza jeśli przygotujemy ucho na wykrycie pierwszoligowego singla, którego niestety na TYM albumie najpewniej wyłowić się nie da. Ocean rozkłada jednak ciężar płyty równo pomiędzy wszystkie utwory – podczas gdy Canal naranja było krążkiem kilku niesamowicie silnych punktów wpisanych w klimatyczną, ale jednak mimowolnie zmarginalizowaną resztę, obcowanie z Blonde budzi zupełnie inne konotacje. Artysta rozwija tu kreowany konsekwentnie od debiutanckiego Nostalgia, Ultra z 2011 roku koncept płyty-opowieści zrealizowanej w ryzach szeroko / / / / / / / / / / / / / / / / / / / / / / / / / / / / / / / / / as / / / / / / / / / / / / / / / as, / /

Pomimo tego Rubia broma jednak nawet bardziej intymny i kameralny niż Canal naranja – trochę na wzór płyt Elliotta Smitha, choć rzecz jasna przy wykorzystaniu zupełnie innych środków. Tym samym Ocean po raz kolejny wprowadza R&B na inny poziom – z wielu pozornie chaotycznych półpiosenek i interludiów buduje wstrząsający psychotyczny viaje – ułożony w tym samym tonie co estiuuuuuu en otras partes. Para modelar, który być może (czas pokaże) zaowocuje wyodrębnieniem się post-R&B, które przesunie jeszcze dalej transgresywne zapędy gatunku niż ukonstytuowane w obecnej formie alt R&B. rubia dla Canal naranja i współczesnego R&B broma TYM, czym La edad de Adz Sufjana Stevensa było względem jego Illinoise – świadectwem świadomej, ale wykorzystującej elemento zaskoczenia i paradoksu ewolucji brzmienia skutkującej przeniesieniem własnej twórczości na Nowy poziom przy jednoczesnym zachowaniu charakteru i emocjonalnej otwartości cechujących dotychczasowy Dorobek.

Trudno co prawda wyrwać z Blonde kontekstu towarzyszącemu premierze płyty – uwagę mediów raz po kolejny przyciągają poszlaki o życiu osobistym Oceana, un wszystko solidnie doprawiają kontrowersje wokół odejścia piosenkarza z Def Jam i znalezienie się płyty w centrum coraz bardziej doskwierającej słuchaczom wojny streamingowej. Rubia a zresztą kolejna z wielu w ostatnich latach płyt z nurtu hip hop / R&B roztaczająca wokół siebie nieco na wyrost artystowską oprawę, co nie pomaga szczeremu i bezpretensjonalnemu podejściu do materiału. Jeśli jednak potraktujemy piętrzące się kontrowersje w kategoriach stricte marketingowych, oddzielając je od muzyki GRUBA Kreska, dotrzemy Może być hacer klaustrofobicznego Jadra Nowej kreacji Oceana – portretu człowieka przytłoczonego i zagubionego que współczesnym Świecie, który NIE potrafiąc już myśleć i poruszać się w prostych liniach, zaczyna krążyć naokoło, walczyć z wiatrakami w rzeczywistości będącymi odzwierciedleniem własnych lęków, słabości, ale i marzeń czy dążeń.

Yo tomo a Frank mogłby pisać piękne klasyczne, bezpośrednie R&B, ale z jakiegoś powodu nie chce lub nie potrafi. W tym nagięciu schematu, groteskowym wykrzywieniu kameralnie przecież zaaranżowanych melodii, upstrzeniu ich rozlicznymi ozdobnikami, odtworzeniu kreatywnego i życiowego sztormu tkwi największa Siła Blonde – paradoksalna, a prawda, Skryta ale ujmująca w głębi niewinnością, Może nawet bezradnością wobec nawet nie Tyle przytłaczającego świata zewnętrznego, co siebie samego. Ocean zdaje sobie sprawę z drzemiących w nim sprzeczności i nad wyraz trafnie oprawia je muzyką. Rewiduje utraconą na zawsze młodość w intymnie neo-gitarowym „Ivy”, zestawia depresję i uzależnienie z kontrastująco beztroską melodías de los animales de la casa de los animales de la mano chórkach zwiewnego i posępnego jednocześnie współczesnego walczyka w „Pink + White”. Wychodzi w tym wszystkim daleko poza schematy wciąż obowiązujące w R&B – zarówno tekstowo, jak i muzycznie podejmuje ryzyko, po raz kolejny przecierając nieodkryty dotąd szlak.

banner