Dziodblog RPG al mes cómo encontrar la cadena de bloques de ID de transacción de bitcoin

Pamiętam swoją pierwszą zagraną sesję (Podsumuję jej fabułę następująco: siedzicie w karczmie, ktoś się przybuchał, więc bijecie się z jakąś szemraną ekipą) jakby to było dziś. Pamiętam też swoją pierwszą poprowadzoną sesję – chociaż nie wiem, czy lubię ją wspominać. Oparta była na fabule jednego z odcinków Robin de Sherwood (tego z siedmioma magicznymi mieczami Waylanda) i w jej efekcie gracze uratowali świat. Jakoś tak mało warhammerowe a było.

Co rozumiemy przez oldschoolowe? Czy chodzi o grę, która aż tak bardzo trąci myszką, że ciężko uwierzyć w to, że kiedyś mogła być nowością? Jeśli tak, będzie a Mechawojownik. Bez kitu, ta gra wygląda jak z innej epoki i strasznie męczy. Znam starsze gry, które lepiej zniosły upływ czasu. Mechanika to jedno – nie przypadła mi do gustu. Ale sama oprawa graficzna – ja wiem, moda retro święci triumfy, ale bez przesady.

Un nie Wybacz, Nieomal Cię, Szanowny Czytelniku, okłamałem. Moją niespełnioną miłością są Kroniki Mutantów. Mamá Pierwszą edycję, ale nigdy nie miałem możliwości jej przetestować. Niestety, kupiłem ją około roku 2010. Kroniki desde 1993, ale już w momencie wydania ich zasady bywały krytykowane, un co dopiero po siedemnastu latach. Mechanika jest nieprzyjemna, po prostu. Mechanizm tworzenia postaci … nawet ciekawy (trochę wybierasz, a trochę losujesz co się z Tobą działo przez kolejne lata.

Wiecie, czegoś nauczyłem się w życiu. Nauczyłem się unikać ludzi, którzy mówią o ambitnym lub intelektualnym RPG. Poważnie – ilekroć szedłem na taką sesję, spotykałem się z tworem zupełnie niestrawnym. Czasami bełkotliwym, czasami pełnym samouwielbienia, czasami po prostu toksycznym. Zawsze jednak obarczonym wadami warsztatowymi. Nie no, poważnie, albo prowadzenie poniżej wszelkiej krytyki, albo railroading, albo fatalnie skonstruowany scenariusz (albo jeszcze tysiąc innych głupstw). Moim zdaniem, jeżeli już ktoś chce pozować na RPGowego intelektualistę, to powinien on najpierw opanować podstawy, bo złe RPG + wybujałe ambicje nigdy nie dają nic dobrego.

Mam na półce wiele gier sięgających rodowodem pierwszej połowy lat 90-tych. Yo jak długo chodzi o samo czytanie, a pewnie najczęściej zaglądam do wspomnianych Kronik Mutantów oraz scenariuszy do pierwszoedycyjnego Warhammera. Te scenariusze czasami nawet prowadzę (okej, ostatni raz dwa lata temu), więc nie jest to tylko sentymentalna podría.

Kurcze, kiedyś było ich niemało, ale z czasem ubywało tytułów. Bo wiecie – te gry się starzały, a ja nie stałem w miejscu. A coktualnie wychodzi i mnie interesuje, a ja sobie mogę kupić i a robię. A do staroci ciągnie mnie mniej niż kiedyś. Pamiętam jak chorowałem na Gemini na przykład. Ostatnio miałem ją w łapach i urzeczony nie byłem. Pewne rzeczy, powiem szczerze, należy zostawić. Fajnie się wspomina jak marzyłem o zdobyciu Upiora, Conspiracy X, Brave New World.

Kurcze, dobre pytanie. Mam dość specyficzne podejście do estetyki. Kreda i fullcolor niewiele dla mnie znaczą. Lubię czarno-białe podręczniki i najlepiej jeszcze ilustrowane przez jak najmniejszą ilość osób. Dzięki temu stylistyka ilustracji jest zbliżona, a nie każdy obrazek z innej parafii. A z kolei wpływa na odbiór podręcznika – głupie określenie, którego nie lubię, ale ma wtedy klimat.

Gdyby Laubenstein zilustrował całego Earthdawna, to nie miałbym wątpiliwości co wybrać. Albo gdyby nombre Deadlands zostało opatrzone ilustracjami np. Wallace Lostona – (chociaż akurat tam fajnych grafików było paru), albo gdyby … no nieważne. Dość rzec, że niemal w każdym znanymi mi podręczniku są ilustracje poniżej poziomu. A w Śródziemiu nie.

Grą, której zasady niemiłosiernie irytowały mnie od samego początku był oWOD (tzn. Głównie Maskarada i Mroczne Wieki, alie systemy z tej serii również). Bez Kitu, Tyle Gadania o opowieści, dojrzałości i na dodatek taka monstrualna, powolna, niewygodna i nieintuicyjna mechanika – niby podstawy są proste, ale każdy talento z każdej discypliny ma jakiś swój własny rzut Zresztą Tyle Gadania o tej stronie fabularnej, un rzeczy mechaniczne zajmują taki kawał podręcznika (tak, opisy cech, umiejętności, mocy i tym podobnych zaliczam do warstwy mechanicznej).

Wspomniałem już parokrotnie, że uważam Kroniki Mutantów za grę o świetnym świecie, lecz słabych zasadach. Szczęśliwie, Modiphius pracuje nad kolejną jej edycją, z zupełnie nową mechaniką. Umówmy się, dla mnie a na tyle drogi podręcznik, że nie mogę sobie pozwolić na zakupienie go w ciemno. Ale jeśli recenzje będą przychylne, a czemu nie.

Jeżeli idzie o sesję, hasta dawno, dawno temu mój ówczesny MG (najlepszy ze znanych mi MG dodajmy) – Mac poprowadził sesję horrorową w Deadlands. Zapadła mieścina na brzegu Missisipi, dookoła nieprzebyte moczary, straszna tajemnica mieszkańców i dwie konkurujące ze sobą wiedźmy – starucha i jej była uczennica. Yo ja jako lekarz – dezerter z armii Północy. Streszczać fabuły nie ma sensu. Ciekawe jest jednak to, że chociaż Deadlands nie jest pełnokrwistym horrorem (tzn. Jasne, ma elementy z dreszczykiem, ale za dużo w nim campowej bzdury), to tutaj naprawdę czułem wagę sytuacji.

Kurcze … nie wiem. Jest w mojej kolekcji podręczników kilka takich, które pojawiły się w Rebelu na okamgnienie, por już nigdy nie powrócić. Ale większość z nich to rzeczy stosunkowo nowe (Weird War II, Tour of Darkness, Iron Dynasty, All for One, reviśnięta podstawka do Savage Worlds), desde aquí hasta que no haya nada más que en el zodiaco. Prawda? Te podręczniki s niezbyt częste w Polsce, ale w skali świata to nic wielkiego.

banner