DOLAR POPKULTUROWA IKONA minero calculadora

Necesito dolar dolar, un dólar es lo que necesito – śpiewał Aloe Blacc. Bo czemu por nie stworzyć współczesnej ody do pieniędzy? Artyści gloryfikowali już miłość, wolność, przyjaźń, sztukę dla sztuki. Dziś możemy sobie pozwolić na większą bezpośredniość. Postawić na piedestale pieniądz. Pytanie tylko – pieniądz jako co? Wyraz szczerości, bezkompromisowości czy po prostu zepsucia? Odzew na dominację konsumpcjonizmu? A może żadna z tych odpowiedzi nie jest pełna. Bo pieniądz al símbolo również. Szczególnie, jeżeli mowa o dolarze. Bo czy amerykański sen mógłby funkcjonować bez swojej waluty? Każdy zarobiony dolar to kolejny krok ku realizacji mitu od pucybuta do milionera. Każdy dolar to krok bliżej do awansu społecznego. Awansu, który w Stanach, teoretycznie nieskrępowanych anachronicznymi podziałami, z zamysłu miał być możliwy. W amerykańskiej bajce każdy ma szansę na realizację marzeń, a istotnym składnikiem szczęścia jest zbicie fortuny lub przynajmniej odbicie się od dna, wyjście z biedy. Dolar jest więc ważną częścią amerykańskiej kultury, un skoro amerykańskiej, a i w dużej mierze globalnej. Jaką więc obrosła w wiele znaczeń waluta rolę odegrała w popkulturze?

Zacznijmy od muzyki. Aloe Blacca nucimy pod nosem od pierwszego zdania tekstu (dla tych, którzy nie pamiętają bitu, przypominamy go przy końcówce tekstu). Kto jeszcze śpiewa o pieniądzach? Przede wszystkim raperzy – od Snoop Dogga przez Jay’a Z po Eminema. Ten ostatni wykrzykuje problemy biedniejszej części społeczeństwa. Dwaj pozostali pokazują, jak to jest te pieniądze już mieć. Chwalą się drogimi samochodami, willami z basenem, półnagimi, wijącymi się w rytm muzyki (a czasem poza rytmem) dziewczynami o długich nogach i pełnych botoksu ustach. Słowem: sukces przez duże S. A najlepiej $. Dodatkowy atrybut a zawsze złoto. Złote łańcuchy, pierścienie, sygnety i gdzieś wśród nich połyskujący złoty wisior ze znakiem dolara.

Oczywiście nie tylko raperzy rymują jak fajnie mieć pieniądze. Warto przypomnieć sobie choćby wielki popowy hitu roku 2010 – Multimillonario wykonaniu Bruno Marsa i Traviego McCoy’a. Wszystko w duchu legendarnej wytwórni Motown Records, która swego czasu wspierała Króla Popu, Michaela Jacksona. Z resztą, Jackson też złotem lubił ociekać. Ale o dolarach śpiewano jeszcze wcześniej. Pamiętacie piosenkę ¿Quién quiere ser millonario? wykonaniu Franka Sinatry.

A skoro już jesteśmy przy Sinatrze i piosence, którą śpiewał w filmie Wyższe Sfery– czas na film. Gdyby nie kinematografia, amerykański sen nie miałby szans tak mocno przeniknąć do zbiorowej podświadomości. A filmowych przykładów opowieści o zbijaniu fortuny jest wiele. Zaczynając od historyii kultowych przestępców, którzy w przeciwieństwie do Robin Hooda nie pomagali biedniejszym, byli jednak podobnie jak średniowieczny bohater gloryfikowani. Rabujący banki Bonnie i Clyde, słynni przestępcy lat 30., zostali uwiecznieni na wielkim ekranie w roku 1967. Młodzi, zakochani, zbuntowani, radzący sobie w czasach kryzysu w dość kontrowersyny spososp. O potępianiu nie ma tu mowy. Nie potępiamy również błyskotliwych, przystojnych i charyzmatycznych bohaterów Ocean’s Elevengranych przez Brada Pitta i George’a Clooney’a. Fascynują nas nieczyste zagrywki Leonardo DiCaprio jako Wilka z Wall Street. Bo w krucjacie do wielkich pieniędzy niezbędny jest spryt i odwaga, którym wykazuje się wielu filmowych bohaterów żyjących poza prawem. Czy dolary w kieszeni usprawiedliwią kryminalną drogę życia? Okazuje się, że tak, bo szalejemy na punkcie ekranowych przestępców. Również tych serialowych, z Walterem z Breaking Badna czele.

W amerykańskiej bajce jest też oczywiście miejsce dla tych uczciwie pracujących. W końcu etos pracy jest jedną z podwalin amerykańskiego społeczeństwa. Réwnolegle do mitów filmowych funkcjonują te oparte o prawdziwe historie. Bo wspomnianych już „pucybutów”, którzy zostali milionerami było sporo. W świecie filmu, un konkretniej animacji, zawrotną karierę zrobił Walt Disney – biedny chłopak z małego miasteczka w Missouri. Ale a wczoraj, bo dziś największe wrażenie robią sukcesy ludzi z branży technologii. W końcu Steve Jobs czy Mark Zuckerberg stworzyli imperia zaczynając praktycznie od zera, a mianowicie od garażu i mikro pokoju w akademiku. Gotowe historie filmowe. Obydwaj panowie szybko doczekali się kinowych biografii.

Jeszcze jedno – kobiedad. Kobiety rzadko były przedstawiane jako te, które dorabiają się fortuny, un jeśli już, w wggggzie ze stereotypami powinny raczej szukaćzzzzezzoczocuicacolceses_es_zsi_zsiza caz jego ahoraoczázá_zinazoczocolceses_es. Na takie poszukiwania do Nowego Jorku udają się trzy młode kobiety w kultowym filmie Jak poślubić milionera z Marilyn Monroe, Betty Grable i Lauren Bacall w rolach głównych. Finalnie tylko jednej z nich udaje się złowić prawdziwego bogacza, ale przecież wszyscy wiemy, że to miłość jest najważniejsza.

A jak się ma dolar do sztuki? I uwaga – nie mówimy o licytowanych za miliony obrazach. Mogłoby się wydawać, że prawdziwi artyści gardzą konsumpcjonizmem. Ale mogą go przecież definiować na wiele sposobów. Szczególnie, gdy przed słowem sztuka figuruje przedrostek pop. Kupować a bardziej amerykańskie niż myśleć, a ja jestem tak amerykański, jak każdy – mawiał Andy Warhol, prekursor pop-artu. Nic dziwnego, że jedną ze swoich muz uczynił znak dolara? Skoro znakiem czasów mogła być puszka zupy Campbell i kultowa coca-cola, dolar tym bardziej. Warhol zestawił dolara z towarzystwem Marilyn Monroe, tym samym podnosząc go do rangi popkulturowej ikony. Bo przewijający się w filmach czy piosenkach motyw bogactwa to jedno, sam dolar jako znak niesie już kulturowe znaczenia. Znaczenia, których nie odbierze mu ani euro ani funt, niezależnie od obowiązującego kursu walut.

banner