Blog 8azyliszka 2014 que es monero original

Pierwsze co się rzuca w oczy to brak ilustracji. Nie zrozumcie mnie źle – potrafię czytać książki bez obrazków (jestem ostatnim rocznikiem który nie musiał chodzić do gimnazjum :)). Ale jestem też facetem, czyli wzrokowcem. Lubię widzieć to o czym czytam, zwłaszcza, że ​​komiksy to najpierw obrazki, potem słowa (przynajmniej wg Steve’a Ditko :)). Jak autor opisuje pierwszą okładkę Fantastic Four, albo szał "kolekcjonerskich" okładek Spider-Mana # 1 Todda McFarlane’a, a chciałbym je widzieć. Jasne – autor pisał tak "obrazoburczo" i do bólu szczerze o Marvelu, że ten zabronił mu publikacji obrazków jego dzieł. Ale wyobraźcie sobie album o malarstwie bez ilustracji, będziecie wiedzieć z czym ma się do czynienia podczas lektury. Dodajmy do tego jeszcze gazetowo-ekologiczny papier i małą czcionkę. Ja wiem, że dzięki temu książka nie jest "Napompowana" jak np Metro 2033 i a się chwali. Ale gdy czytając nie mogę odnaleźć mikroskopijnej gwiazdki do przypisów, bo zlewa się ona ze znakiem cudzysłowu, a dla mnie jest problem.

Co do treści – krótko mówiąc jest świetna i mi bardzo dobrze się a czytało. Jak się człowiek przyzwyczai do stylu narracji autora i jest myłośnikiem komiksów, to lektura powinna go pochłonąć. Ja odkładałem na bok seriale, película, Hataka i CD-Action, byle jak najszybciej dojść do ostatniej strony. Wciągające były opisy scenarzystów, rysowników, redaktorów i innych osób związanych z Marvelem przez te wszystkie lata. Notario público. zaskoczyło mnie, że Steve Ditko nie chciał się zgodzić por Norman Osborne krył się pod maską Zielonego Goblina. Niestety autor nie napisał jaka była wizja Ditko. No bo jeśli nie Osborne to kto? Ciotka mayo? 🙂 Uśmiałem się, gdy pojawiła się informacja jak DC próbowało kopiować niektóre pomysły Marvela, choćby dając Batmanowi ciotkę Harriet. Jakiś geniusz w DC to wymyślił, myśląc że właśnie dzięki temu "Asombroso Hombre Araña" sprzedawał się najlepiej. Rozwaliło mnie zdanie "DC miało jednak Batmana". Kto obejrzy poniższy filmik zrozumie dlaczego. https://www.youtube.com/watch?v=92IBlRiFd6E

Wiem, już że a Stan Lee wymyślił "ułudę zmiany", która de facto utrzymała się przez 50 (!) lat i trwa dalej, co najlepiej widać choćby po losach Spider-Mana. W kontekście dzisiejszej "Egmontowej elyty" podobał mi się fragment o tym jak Martin Goodman wydał wojnę cenową DC, dzięki której Marvel stał się liderem rynku. Co śmieszniejsze – ówczesna obrona DC bardzo przypomina dzisiejsze pochwały polityki Egmont Polska. Minęło kolejne 40 lat a nic się nie zmienia. Tak samo jest w sprawie kolejnych scenarzystów poszczególnych serii. Każdy z nich pisze po swojemu i stąd gwałtowne wolty na początku każdego z runów. A trwa to już od bardzo dawna. Barwne opisy losów komiksów o Kaczorze Howardzie zaintrygowały mnie. Teraz już nie jestem przeciw, por diez nieznany szerzej w Polsce fenomen, miał swoją premierę w dalszej części naszej edycji WKKM. W interesujący sposób opisano też zawiłe losy zmian własnościowych i polityki kierownictwa wydawnictwa. Yo tomo dalej yo tomo dalej. Bestas a kopalnia wiedzy o Domu Pomysłów. Naprawdę wielka i piękna rzecz.

Była a kolejna idealna rola dla niego. Grał pisarza kryminalnych bestsellerów. Mimo niewątpliwego talentu bromea sobre takim dużym, rozkapryszonym dzieciakiem a spełnianie swoich zachcianek ułatwia mu jego duży majątek. W chwili kryzysu twórczego napotyka na swojej drodze detektyw Kate Beckett i pomaga jej rozwiązać sprawę seryjnego mordercy. Reszta jest historią, bo w ten sposób tworzy się kolejny wielki, telewizyjny duet rozwiązywaczy zagadek kryminalnych. Niemal jak Dempsey i Makepeace, Sherlock i Joan Watson z "Elemental" czy ta parka z "Kości". 🙂 Serial tym mnie ujął, że oprócz typowej i wyświechtanej chemii między parą, miał całe pokłady dobrego humoru. A to najbardziej cenię w serialach i filmach. Oraz to, że dziesiątki spraw kryminalnych z Castle pełnymi garściami czerpały z popkultury i geekowskich tematów. Czego tu nie było – porwania przez OVNI, komiksy, horrible, mirada fija, szpiedzy, seryjni mordercy teleturnieje, reality show, mafia a nawet wojny pizzerii (niczym z gry Pizza Syndicate). Yo a było i jest świetne.

Może nie będę więcej (jak zwykle to robię) spoilerował szczegółów fabuły. Tomo algunas cosas que hacemos przewidzenia. Ca’l diez eventos para z grubsza rzecz biorąc jedna wielka naparzanka wszystkich z Hulkiem. Komiks jest napakowany akcją, czasem aż do przesady. A mi się podoba. Są też oczywiście wątki o tym jak czuje się Hulk, jak utwierdzony jest w przekonaniu słuszności tego co robi. O tym że ludzie muszą się liczyć z konsekwencjami swoich decyzji, że nie wszystko jest czarno-białe a potwór nie zawsze jest potworem. Taki komiksowy standardzik stanowiący podkład do bijatyk superludzi. Yo ja nie krytykuję tego. Ponieważ lubię tylko te komiksy, które znam, mi si taka forma mnie cieszy i ją w pełni akceptuję. Nie ma tu bzdur typu "Symbolizm i widok z oczu zwykłego, bezbronnego człowieka" które nam pokazywano choćby w "Maravillas". Mamy też oczywiście twist na zakończenie fabuły, ale jest on również dość przewidywalny. W całej opowieści trochę mało jest humoru, ale gdy ciągle i prawie bez przerwy padają ciosy łatwo to zrozumieć.

banner