Anonimowe Wyznanie charles lee litecoin

A, że ktoś położy kartkę z wielkim "NIE SZCZEPIĆ" zdarza się mínimo raz w tygodniu, specjalne ubranka z tym komunikatem też s popularne. Takich matek jest jednak o wiele więcej, wystarczy, że podczas rozmowy z lekarzem nie wyrazi zgody na szczepienia, położne się tym nie zajmują, więc nie wiedzą, ile majestíclas de animales en el lugar de trabajo. A te kartki i ubranka s zupełnie niepotrzebne, służą jedynie manifestacji swoich poglądów.

O wiele gorsze y jednak eko-wege-wariatki, nie jest ich tak sporo jak antyszczepionkowców, ale wciąż dużo. Niby da się być weganką i zaspokajać wszystkie potrzeby organizmu, una o tym nie wiedzą. Wszystkie są wychudzone i nawet ciężko krew pobrać. Jak im się chce znosić ekologiczne pieluchy i myć dziecku pupcie przegotowaną wodą, bo chusteczki a sama chemia, ich sprawa, problem jest gdzie indziej. Takie niedożywione matki prawie nie mają pokarmu. Dziecko ryczy, bo jest głodne, a one nie zgadzają się na podanie mu czegokolwiek, bo naturalne dla niemowlaka jest tylko picie mleka matki. Takie dzieci ciężej przechodzą żółtaczkę, ale żadnych leków też podać nie można, bo nienaturalne. Na badania też się często nie zgadzają i dzieci opuszczają szpital bez badania słuchu czy nawet badań na fenyloketonurię, która niewykryta odpowiednio wcześnie na pewno uszkodzi móz. Para badanie jest naprawdę podstawą.

Ostatecznie się nie zabiłam, a z depresji wyszłam. Został mi jednak po niej pewien ślad – przez moje plany, sny i wręcz marzenia nabyłam lęk przed wodą. Nie taką, co leci spod prysznica, wzz stojącą, w której mogę zanurzyć głowę i się utopić. Więc tak, nawet kąpiel w wannie odpada, przynajmniej samotna, bo gdy narzeczony jest przy mnie, mogę do wanny wejść. No se encuentra en nie wie, sk tod to się wzięło. Nikomu nie powiedziałam, nawet lekarzowi wystarczyło powodzenie, że miałam depresję i nie dopytywał o szczegóły.

Miałam mieć zwolnienie lekarskie od lekarza rodzinnego, niestety ten wyjechał na urlop, jakbym po to zwolnienie poszła do psychiatry, to musiałabym czekać jeszcze dłużej noż na jego powrót. Miałam upierdliwą nauczycielkę pływania, która stwierdziła, że ​​jak nie ma zwolnienia, to mam pływać i koniec, szczególnie que es najlepszym wyjściem na pokonanie lęzkáz ez z Mówiła, żebym spróbowała chociaż przez miesiąc, gwarantowała, że ​​is my się spodoba i będzie ode mnie wymagać mniej, tak jakbym porła dzieckiem, które dopiero się z wodą oswaja. Rodzice stwierdzili, że to dobry pomysł, szczególnie że sami namawiali mnie, bym jednak pływała, a nie szła po zwolnienie. Na następne zajęcia kupili mi cały sprzęt, nic tylko wskakiwać do wody.

Nauczycielka od początku miała mnie gdzieś, kompletnie się mną nie zajmowała, dała mi makaron i kazała pływać. Nauczyciel innej grupy, gdy widział, że st stęę, trzęsę się i płaczę, rozmawiał ze mn i próbował mnie przekonać do zanurzania głowy, stopniowo od brody, ust, nosa i potem całość. Demonstrował mi jak unosić się na wodzie, wspomagał takim wielkim kijem. Ale nie mógł tego robić na każdych zajęciach, bo miał swoją grupę.

Moja babcia a bardzo poczciwa kobita. Urodziła się w przeddzień II wojny św., Którą – jak sama przyznaje – najwyraźniej wywołała. Przepracowała w górniczej garkuchni połowę żywota (i wyniosła stamtąd kopę rubasznych, kopalnianych dowcipów, którymi dzieli sięz rodziną do dziś). W przeddzień wprowadzenia stanu wojennego opijała z dziadkiem оlucu ulz chi z z h h mojej opowieści na widok czołgu jadącego ulicą grubo po godzinie milicyjnej, z humorem zawołała "Patrzaj, Adam, żłłwia nam z oczka ukradli" na całą dzielnicę, aż bramy drżały.

Pewnego dnia zaprosiłam mojego ówczesnego chłopa z rodzicami na obiad, por lody przełamać. Niedoszli teściowie – kulturalni, naukowcy, literaci, z lekkiej wagi kijami w dolnych partiach ciała. Po najedzeniu i napojeniu moje własne ciało "się odezwało", więc pognałam tam, gdzie nawet król piechotą, wiecie. Wracam "ulżona" do stołu, un po mnie do toalety wchodzi babcia. Wychodzi po chwili i przerywa kulturalną rozmowę przy stole, mierząc we mnie słowami: "Aleś mi siodełko wygrzała. Klapa Przyjemnie Cieplutka".

Nie należę do osób wstydliwych, ale chciałam mieć w tamtej chwili dźwignię przy stole, która posłałaby mnie głęboko pod podłogalogę, żebym i ja – choćby z Belzebubem – mogło przybazbićć gada. Do tego wszystkiego, po godzinie męczarni w towarzystwie, już przy kieliszku (babcinego, swoją drogą, bimberku z pigwy), niedoszły teść wstał od stołu i powiedział: "Zmierzam na tron. Siodełko już wygrzane?".

banner